To już bardzo rzadki widok - lokomotywka i wagoniki jak zabawki: bo niby w kształcie takie jak „dorosłe", ale przecież mniejsze. Wolno, pracowicie pokonujący trasę pociąg wąskotorowy...
Krośniewice, 8.00
Jest niedziela. Stacja Krośniewice. Wśród zniszczonych resztek taboru wąskotorowego nowym lakierem lśnią wagony: pasażerski z silnikiem spalinowym, wagon 2 klasy, dwa turystyczne (przerobione z towarowych) oraz bagażowy i służbowy (brankard). To skład, który musimy sformować. Jutro Dzień Dziecka, na dziś burmistrz Izbicy Kujawskiej zafundował najmłodszym mieszkańcom trzy gratisowe kursy kolejką wąskotorową do Boniewa. Trzeba było załatwić techniczną kontrolę i dopuszczenie zabytkowego taboru do ruchu oraz zyskać zezwolenie na skorzystanie ze szlaku Krośniewice - Boniewo - Izbica. Dokonali tego pasjonaci Stowarzyszenia Kujawskiej Kolei Wąskotorowej. To oni, fani „małego" kolejnictwa, dbają o tabor i o utrzymanie istniejących szlaków. Przygotowania trwały od tygodni - trzeba było (piechotą!) skontrolować stan kilkudziesięciu kilometrów szlaku, dokonać napraw...
Z dawnej parowozowni wytacza się ciemnopomarańczowy „rumun", czyli dieslowska lokomotywa Lxd2. Gdy jedna grupa „niedzielnych kolejarzy" pracuje przy lokomotywie, inni przygotowują wagoniki. W turystycznych senior grupy Antoni przypina ostrzeżenia: „Uwaga, krzaki! Nie wychylać się, grozi kalectwem!". Wyjaśnia, że drzewa i krzewy rosną blisko torowi¬ska, a to nic przyjemnego dostać znienacka w twarz gałęzią. Wagony sprawdzone, czyste i gotowe! Doczepiamy „rumuna" i odjazd!
Stop! Łopaty na czoło!
Wytaczamy się ze stacji, przejazd przez drogę i... lokomotywa zatrzymuje się. Okrzyk: „Potrzebni ludzie z łopatami!". Czterech wyskakuje z brankardu do rowu, w trawę po pas, i brnie na czoło składu. Na przejeździe błoto i piach w rowkach szyn. Po kilkuset metrach maszynista Wiesiek znów hamuje: drogowcy zrobili sobie magazyn tuż obok torów i wielkie stalowe kratownice wystają niemal nad szyny. Zanosi się na koniec jazdy: osobowy jest szerszy od lokomotywy, może nie przejść. „Cholera, porysuje się nam wagon!". Na tory wyskakuje Wojtek, staje obok wystającej szyny i daje znaki maszyniście. Ten wolniutko rusza naprzód, centymetr po centymetrze przesuwając skład. „Przejdzie!". „Mało brakowało" - mówi Wojtek i pokazuje palcami ile. Na oko 10 centymetrów... Zatrzymujemy się tak jeszcze parę razy. I nie obyło się bez interwencji z zewnątrz. Wiesiek stanął i wyje syreną lokomotywy. Raz. Drugi. Trzeci... Na szynach stoi krowa, tymi wielkimi oczyma patrzy i ani drgnie... Sygnał z loko¬motywy przywołał z pobliskiego gospodarstwa właściciela bydlątka, który przybył kłusem (wspaniała prędkość jak na bieg w gumofilcach!) i przywiązał łańcuch Krasuli w bezpiecznej odległości. Rozstajemy się w przyjaźni - wymiana uśmiechów, pozdrawiających gestów i w drogę!
W brankardzie
To wagon służbowo-techniczny, z warsztatem, częściami, narzędziami (kilofy, młoty, łopaty). Ale najważniejsze wiezie Wiesiek na lokomotywie: lewar gigant. Gdyby nawet lokomotywa wykoleiła się jedną osią, to ten olbrzym postawi ją na szynach. Ekipa w brankardzie to sam kwiat SKKW. To wielcy pasjonaci kolejnictwa, a ten przejazd ma coś pionierskiego: to przecieranie szlaku, nieużywanego od kilku miesięcy. Nikt nie uchyla się od tego, by w razie potrzeby „dać z krzyża", pobiec z łopatą czy kilofem na tor. Kim są? Jest doktorant, jest naukowiec, są studenci, uczniowie, emeryci, biznesmeni, robotnicy. Marek, który naprawiał i oczyszczał z siedmioma kolegami szlak od Boniewa do Izbicy, meliorant, pracuje w urzędzie gminnym. Druga grupa to kolejarze normalnotorowi, jak Marcin (zawiadowca i maszynista). Są byli pracownicy kujawskiej kolejki wąskotorowej, jak nasz maszynista Wiesław (teraz pracuje jako... kierowca gimbusa!) czy Wojtek - tokarz w Krośniewicach, obecnie bezrobotny. To wielka frajda, że nasz pociąg jedzie, że można łączyć sprzęgi składu, przestawiać zwrotnice, dokonywać re-wizji wagonów, sygnalizować maszyniście manewry, wyskakiwać przed przejazdem w pomarańczowej kamizelce i lizakiem zatrzymywać ruch. Ale najwięcej satysfakcji mieliśmy w Izbicy, gdy nasz pociąg powitał...
...tłum oczekujących podróżnych:
rodziców z pociechami. No i zaczyna się: wsiadanie, zdjęcia - chłopaki oczywiście koniecznie na lokomotywie. Po wsiadaniu - wysiadanie: żeby bacznie obserwować manewry lokomotywy, bo tutaj zmieniamy czoło po-ciągu. I tak trzy razy, ile kursów Izbica-Boniewo. W przededniu swego święta dzieciaki z Lipnicy miały wspaniałą przygodę i frajdę - dar władz samorządowych. - Ile kosztował ten prezent na Dzień Dziecka? - zapytaliśmy burmistrza Izbicy Kujawskiej, Bogdana Sadowskiego. - Tyle co paliwo do lokomotywy, ubezpieczenie taboru i uczestników. Ok. 3 tysięcy zł. - Co pan sądzi o pomyśle utrzymania trasy kolejki jako atrakcji turystycznej? - Na pewno przyciągnąłby w nasze okolice turystów, ale jedna gmina temu nie podoła. Przymierzamy się do powołania komunalnego stowarzyszenia gmin w tej sprawie, rozmawiamy z wójtami i burmistrzami „przykolejkowych" gmin. Może się uda!
I tak wozimy dzieciaki i ich rodziców. Za każdym razem wyruszaliśmy z Izbicy zgodnie z rozkładem wywieszonym na dworcu: 12.10, 14.10, 16.10-tego pilnuje Szymon, kierownik pociągu (doktorant na wydziale prawa, i podobno ostatni facet w Polsce, który uzyskał uprawnienia kierownika pociągów wąskotorowych...). Gwarnie, wesoło, z machaniem do tych, co z nami nie jadą, z pytaniami do kolejarzy („Proszę pana, a dlaczego...?" - i tu połowa problemów technicznych kolejnictwa). Podróż ciuchcią ma swoje uroki, a najważniejszy to ten, że oglądasz inny krajobraz, niż gdybyś jechał szosą - linie wąskotorowe wytyczono przez pola, po obrzeżach miasteczek i wiosek. Trochę dalej od cywilizacji, bliżej przyrody... Wreszcie żegnamy pasażerów. Ruszamy do domu, do Krośniewic.
Wycięliśmy numer złodziejom
Zatrzymujemy się po drodze: złomiarze przymierzają się do tego, by buchnąć zwrotniki - zwrotnicą steruje potężny, żelazny pręt z osadzoną na nim dźwignią. To kupa żelastwa. Na dwóch rozjazdach sprawcy poczynili przygotowania: wykręcili po trzy śruby, czwartego mocowania nie znaleźli. - To trzeba wiedzieć - mówił Wojtek, nasza „złota rączka", gdy z miną magika uwalnia zwrotniki. Przed wieczorem docieramy po 11 godzinach jazdy do macierzystych Krośniewic. Teraz sprzątanie wagonów, lokomotywa do hangaru (poczciwy „rumun": w powrotnej drodze na lepszych odcinkach Wiesiek pokazał. jak żwawo może jechać). A my - na podsumowanie. Było fajnie, na pewno nie daliśmy plamy, a przy okazji przejazdu niemało się zrobiło (ocalone zwrotniki, kilometry sprawdzonych torów). Najważniejsze: jak uratować kolejkę, utrzymać ją, uczynić z niej atrakcję - wciąż funkcjonujący zabytek techniki?
tekst: JACEK MACHOŃ żródło: Angora, nr 24 (991)/2009, s. 52-53.
Kujawska ciuchcia dzisiaj
Kolej wąskotorowa w tym regionie upadła, bo zabrakło najważniejszego klienta. Na Kujawach, dawniej zagłębiu buraczanym,,nie ma już cukrowni! Ruch pasażerski przejął PKS. Ostatnie kursy rozkładowe kolejki to rok 2007: Dąbrowice - Krośniewice, dla młodzieży szkolnej (potem gminy kupiły gimbusy), i co czwartek Wielka Wieś - Krośniewice (na... jarmark).
|
Zachowały się:
Układ linii - z pierwotnych ok. 200 km tras pozostało jakieś 130-150 km torów, w różnym stanie: przejezdnych albo do remontu. Unikalny obiekt w Krośniewicach - przykład dużego zaplecza technicznego kolei wąskotorowej. Tabor: parowóz Px48 (z roku 1955), dwie lokomotywy spalinowe Lxd2, lekka lokomotywka spalinowa Lyd1, dwa pasażerskie wagony silnikowe: NIBxd1-168 oraz MBxd1-204, dwa wagony 2 klasy 3Aw z lat 60., dwa brankardy, trzy wagony turystyczne przerobione z krytych towarowych, pług odśnieżny, transportery do przewozu na wąskich torach wagonów normalnotorowych, drezyna spalinowa, dwie drezyny ręczne i jedna drezynka z silnikiem motocykla „Iż" (ma drewniane koła ze stalowymi obręczami!).
|
|