Konie od dawien zajmują – z różnych względów – ważne miejsce w świadomości mieszkańców Polski. Do dziś hoduje się je do celów gospodarczych, rekreacyjnych, zdrowotnych (hipoterapia) i na... mięso (na końskie szczęście dziś rzadziej). Handluje się nimi na tzw. jarmarkach końskich. Właściwie czemu nie praktykować handlu zwierzętami w Izbicy Kujawskiej, skoro istnieje w tej dziedzinie wielowiekowa tradycja?
Koń jest symbolem m.in. czasu, dnia, nocy, powietrza, wiatru, ognia, sił żywotnych, płodności, zmysłowości, wolności, wierności, wojny, triumfu, zwycięstwa, zdrowia, siły, pracowitości, instynktu, intuicji, intelektu i rozsądku. Od zarania dziejów służy człowiekowi. Udomowiony, nieparzystokopytny ssak wpisany jest w najstarsze z zajęć zawodowych, tj. hodowlę, niekiedy i w prace na roli, a więc w zwyczaje mające swoje korzenie w magii jeszcze z czasów przedchrześcijańskich. W czasach nowożytnych, hodowlą konia zajmowała się szlachta i bogatsze chłopstwo. Wykorzystywano go głównie do jazdy wierzchem. Odgrywał też niemałą rolę w transporcie i wojsku (jako zwierzę pociągowe).
Izbica Kujawska, w niedługim czasie po lokacji na prawie magdeburskim (1394 r.), uzyskała przywilej organizowania jarmarków (1 w roku i siedmiodniowego targu – 1398 r.). W 1754 r., nastąpiła lokacja miasta Nowa Izbica. Dzięki przywilejowi królewskiemu, nowy organizm miejski zyskał prawo do cotygodniowego targu i 9 jarmarków w roku. Zapewne z czasem, w wyniku „zrośnięcia” dwóch ośrodków, zreformowano i jarmarki. Warto wiedzieć, że w końcu XVIII i na początku XIX w. – jak zauważył historyk, S. Cackowski – „handel odbywał się w formach organizacyjnych i prawnych, wykształconych ewolucyjnie od średniowiecza. Sprzedawano towary codziennie w wyznaczonych stałych miejscach – ławach, jatkach, kramach, szynkach, warsztatach rzemieślniczych [...]. W dniach targów tygodniowych sprzedaż odbywała się zwykle na rynku lub innym placu, gdzie również organizowano kilka razy w roku jarmarki”. W latach 60. XVIII w., targi w ośrodku miejskim odbywały się co środę. W 1796 r., właściciel dóbr izbickich, Kacper Skarbek nadał miejscowym Żydom przywilej, w którym określił ich prawa do wolności handlu i rzemiosła (kolejny przywilej, Augustyna Słubickiego z 1826 r., potwierdzał ustalenia poprzednika). Niewykluczone, że dzięki aktom dziedziców, rozkwitł w dobrach izbickich handel (w tym handel końmi). W 1798 r., Izbica Kujawska miała status miasta, które organizowało rocznie 3 jednodniowe jarmarki (w Nowy Rok, Wniebowstąpienie i na Mateusza). Wynikało to z reformy przeprowadzonej względem organizacji jarmarków w Prusach Południowych. Jarmarki stanowiły nie tylko instytucję handlową, ale również nie lada okazję do kontynuowania życia towarzyskiego. Jak wynika z „opisu miasta” z okresu Królestwa Polskiego (1820 r.), w Izbicy Kujawskiej w całym roku było już 17 jarmarków. „Szczególnym przedmiotem handlu” w czasie ich trwania były „sprzęta gospodarcze, towary składające [się] z sukna różnych gatunków, towary łokciowe [...] konie i bydło rogate”(wedle jednej z legend, taki jarmark miał możliwość zobaczyć młody Fryderyk Chopin). Cotygodniowe targi wówczas nie miały miejsca. W początkach ubiegłego wieku, osada – jak podał L. de Verdmon Jacques – miała 6 jarmarków rocznie, ale nie były one „dość ożywione” ze względu na „brak odpowiedniej komunikacji”.
Warto pamiętać, że jeszcze w latach 60. XIX w., koń stanowił rarytas wśród żywego inwentarza wiejskiego. Wybitny etnograf, O. Kolberg pisał, że i na Kujawach „są gospodarze mający po 4 i 6 krów oraz parę koni” (1867 r.). Te ostatnie były maści „srokatej”, czyli „bestrej” (pstrej), „gniadej” („gniadoszka” kobyła), „siwej” („siwoszka”), „karej” („karoszka”), „białnej” („siwa”). Oprócz nich, w majątkach ziemian i zagrodach bogatszych włościan można było spotkać „kasztanka” („kasztonkę”), „białonóżkę”, „wronę”, a także „bułana” i „siodłatego” („siadłatego”), czyli „karego lub gniadego z łatką białą na krzyżu”. Powszechnie do prac polowych używano wołów. Kuźnia, która znajdowała się w każdej wsi, czy majątku ziemskim, poza terenem pracy dla podkuwającego konie, wyrabiającego i naprawiającego narzędzia metalowe, była miejscem spotkań towarzyskich. I zapewne z tychże to przyczyn niekiedy podlegała zaniedbaniom. W 1760 r., Jakub Krzyżanowski (przyszły dziadek F. Chopina), ekonom dzierżawcy Błennej, Bonawentury Pniewskiego, był świadkiem sądowego opisu tamtejszych dóbr, z którego to – poza okropnym stanem stajni dworskiej – wyszczególniona jest takowa kondycja zabudowań kowala w samej wsi. W czasach pruskich, jak wynika z „opisu miasta” z 1793 r., zgłoszono potrzebę kowala w Izbicy Kujawskiej. Musiał być nim rzemieślnik wyspecjalizowany w paru zakresach czynności (podkuwacz i płatnerz). Niestety, z tego okresu brak informacji o kowalach wiejskich, którzy z pewnością w okolicy występowali, zwłaszcza w majątkach ziemskich (miejski specjalizował się w usługach pozarolniczych). Profesja kowalska była zdominowania przez chrześcijan (katolików i ewangelików). Na pewno z ich usług korzystali miejscowi furmani, zajmujący się przewozem rzeczy i osób. W czasie pierwszej wojny światowej i okresie międzywojennym w osadzie odnotowano ich kilkudziesięciu, z dominacją osób wyznania mojżeszowego (m.in. Jakub Chaskiel Ajzen, Beer i Icek Gembiccy, Mojsze Grabiński, Załme Jakubowski, Mendel Rozental, Lajb Winter)
Wówczas handel końmi odbywał się m.in. „na placu od Kalisa, Zapędowskiego w stronę niemieckiego kościoła, w stronę alei” (S. Sznek-Bosak). W latach 20., każdego roku odbywało się 6 jarmarków „kwartalnych” i 18 „miesięcznych” (targi miały miejsce co czwartek). Ze względu na stan sanitarny placów, parokrotnie zmieniano miejsce handlu (praktykowano to również po drugiej wojnie światowej). Nie do końca wiadomo, od kiedy pielęgnuje się tradycję jarmarków „po 10. każdego miesiąca, w czwartek”. Druga połowa XX w. przyniosła przemiany na wsi. Wprowadzono nowe uprawy, techniki i sposoby hodowli. Konie coraz częściej były wypierane przez...konie mechaniczne. Ale tradycja i pasja niekoniecznie zobowiązują do „płynięcia z prądem”. Na dodatek, są jeszcze formy w opozycji do postępu, jak np.: agroturyzm i hipoterapia. Wiedzą o tym organizatorzy z ośrodków wyspecjalizowanych w branży konnej (niekiedy z tradycją sięgającą wieków średnich), zapraszający m.in. na jarmarki do Bodzentyna, Skaryszewa (tam, rocznie wystawia się od 1000 do 1500 koni) i Sokółki. Może jest szansa, aby Izbica Kujawska dołączyła do nich?
– Zachęceni pozytywnym odbiorem I Otwartych Zawodów w Powożeniu Zaprzęgami Konnymi, które miały miejsce w czerwcu ubiegłego roku w Izbicy Kujawskiej – mówi Bogdan Sadowski, burmistrz gminy i miasta Izbica Kujawska – postanowiliśmy iść dalej tropem, ze wskazaniem – poza kontynuacją zawodów – na wywołanie reakcji na hasło powrotu do tradycji handlu końmi. Warunki ku temu mamy dogodne, bowiem na obrzeżach miasta usytuowany jest ogromny plac targowy. Jarmarki odbywają się raz w miesiącu, w czwartek „po dziesiątym”. Nie ukrywamy – kontynuuje – że tym sposobem liczymy przede wszystkim na promocję gminy i miasta. W związku z tym, bardzo serdecznie zachęcamy wszystkich hodowców, kupców i miłośników koni do kontaktu z nami. I zapraszamy do zwiedzenia naszego miasteczka i okolicy.
tekst: PRZEMYSŁAW NOWICKI
źródło: Extra Kujawy, nr 22 z 24 stycznia 2008 r., s. IV.
|