Izbica Kujawska, miasto prywatne od czasów średniowiecza było zapleczem dla handlu produktami rolnymi. Każdy skrawek wolnej przestrzeni miejskiej wykorzystywano na ten cel. Toteż - jak się wydaje - ośrodkowi nie było dane w jego historii cieszyć się parkami, zieleńcami, alejkami. Jeżeli takowe istniały to poza jego zabudową, na terenach posiadłości dziedziców, w miejscu ich zamieszkania.
Później (przełom XIX i XX w.) w centrum osady, nie mającej w swoim krajobrazie architektonicznym ratusza - obiektu reprezentacyjnego, nie zachodziła konieczność tworzenia niezabudowanych obszarów spełniających funkcje rekreacyjne. Co prawda, w niedługim czasie po odzyskaniu niepodległości, rozpoczęto w zachodniej części centrum budowę "Ogródka Wolności" (1923-1924), ale do początku wojny nie zdążono z wzniesieniem parkanu, okalającego "skwer". Oddany do użyteczności teren stał się miejscem spotkań mieszkańców wszystkich narodowości osady - społecznych inicjatorów przedsięwzięcia. Wiosną kwitły tam maciejki, a wraz z nimi życie towarzyskie na alejkach. Ogródek nie przetrwał do końca wojny.
W czasach współczesnych nam, wolnej przestrzeni miejskiej oddaje się należyte przeznaczenie. Nie tak dawno zagospodarowano skwer na ulicy Piłsudskiego, a także odnowiono i zrekonstruowano zieleńce wraz z alejkami w centrum miasteczka. O obecnie przebudowanym skwerze (placu) na ulicy Narutowicza od wielu lat krąży opowieść, że jego układ przestrzenny, tworzący literę "V" (Victoria - zwycięstwo, przyp. P.N.), stanowił integralną część legendarnego i nieistniejącego już dziś "Ogródka Wolności". "Zwycięstwo" bowiem odczytywane było na równi z "zrzuceniem jarzma niewoli" zaborców, czy sukcesami oręża polskiego na wschodnim froncie w latach 1920-1921. Należy tę rewelację traktować jedynie jako wymysł, bowiem ze względu na przeznaczenie daleko mu było do dostojeństwa. Tym bardziej do upamiętniania miejsca wydarzeniami narodowymi. Przed wojną stanowił bowiem jeden z rynków, gdzie handlowano żywym towarem. Sara Sznek - Bosak, córka furmana, zamieszkująca osadę do 1935 r., zapamiętała, że istniały w niej trzy rynki. Licząc od zachodniej strony, od Zagrodnicy, wymieniła "rynek I", a więc właśnie dzisiejszy skwer na ulicy Narutowicza (dawniej: Poznańskiej), będący wówczas miejscem handlu końmi i bydłem ("[...] na placu od Kalisa, Zapędowskiego w stronę niemieckiego kościoła, w stronę alei [...]). Z dziennikarskiego obowiązku należy się dopowiedzenie, iż "rynek II" to - za słowami autorki wspomnień z 2003 r. - główny rynek w osadzie (dziś: "Plac targowy"), a "rynek III" to "za budynkami Kopczyńskiego [...] tzw. świński rynek" (dziś skwer na ulicy Piłsudskiego). Od niedawna, pozostałe dawne "rynki", są po gruntownej przebudowie.
Skwer na ulicy Narutowicza powstał w niedługim czasie po zakończeniu wojny. W latach 50. i 60. ubiegłego wieku stanowił miejsce - swoistą "bazę wypadową", czy "poczekalnię" do zlokalizowanych nieopodal: liceum ogólnokształcącego im. Jana Kasprowicza (po 1952 r.) czy gminnego ośrodka zdrowia (po 1960 r.) Uwadze nie winien umknąć fakt, iż w jego pobliżu funkcjonowała praktyka dentystyczna, w osobie doktor Szadkowskiej, ówczesnej specjalistki, stąd - opierając się na wspomnieniach mieszkańców - należy przyjąć, iż w jego alejkach gromadzili się jej stali pacjenci. Poza tym, na skwerze spotykali się sąsiedzi z przyległych doń ulic, a należy pamiętać, że w tamtych czasach odbiorniki radiowy i telewizyjny stanowiły „lepszy luksus”. Z lat 70. i 80., co niektórzy z rozrzewnieniem wspominają skwer jako miejsce rozpakowywania "skarbów", zakupionych za kieszonkowe w pobliskiej księgarni. Z upływem lat, nie odnawiane miejsce straciło swój urok, a przywrócony po 1990 r. samorząd skoncentrowany był raczej na poważniejszych sprawach, które nań spadły.
- Koloryt miasteczka, czy danego w nim miejsca kusi przyjezdnych, a także zachęca mieszkańców do czynnego wypoczynku. To ważne, zwłaszcza dziś w czasach ciągłej pogoni, gdzie człowiekowi brakuje chwil na relaks, nawet w miejscu zamieszkania - mówi Bogdan Sadowski, burmistrz gminy i miasta Izbica Kujawska. - Nasza gmina, miasto, ze względu na osobliwy charakter musi być towarem turystycznym, a dziś bez etykiety nie prowadzi się sprzedaży. Dlatego tak ważny jest wizerunek. Odnawiany skwer na ulicy Narutowicza stanowi część tryptyku: to ostatnie miejsce w przestrzeni miejskiej, z przeznaczeniem na taki cel. Prace przeprowadzane są sposobem gospodarczym. Na podstawie umów o zatrudnianie bezrobotnych w ramach robót publicznych, a także na podstawie porozumienia w sprawie organizacji prac społecznie użytecznych, prace na rzecz gminy i miasta wykonuje 75 osób. Są to m.in. prace porządkowe, polegające na utrzymaniu istniejących zieleńców. Część osób wykonuje zadania brukarskie, czyli zakładają kostkę chodnikową w ulicach miasta ( zakończono prace na ulicy Garbarskiej, obecnie kontynuowane są na ulicy Cmentarnej). To oni właśnie od kilku miesięcy fizycznie przyczyniają się do zmiany wizerunku istniejącego skwerku. A my wszyscy razem, po zebraniu doświadczeń z przebudowy podobnych obszarów i opierając się na finansach i planach inwestycji, jesteśmy zgodni co do tego, aby miejscu przywrócić dawny blask.
Przywrócić blask - choć niekoniecznie gwarny, jak za czasów świetności placu. Tamtego świata i miejsca - gdzie z piekarni Zapędowskiego unosiła się woń świeżo upieczonych bułek, gdzie przedsiębiorca Kalis zachęcał do kupna niemieckich produktów, a furman Jakubowski rozważał zakup pary koni pociągowych - już nie ma. Odtwarzany teren zieleni miejskiej ma dziś głównie wywołać - ku uciesze mieszkańców i turystów - blask ciszy i wytchnienia. Po raz kolejny samorządowcy izbiccy organizują mieszkańcom gminy obszar użytkowy, z przeznaczeniem na spędzanie wolnego czasu w towarzystwie rodziny, przyjaciół, sąsiadów.
tekst: PRZEMYSŁAW NOWICKI
źródło: Extra Kujawy, nr 7/2007, s. 4.
|