Zespół Szkół im. Jana Kasprowicza w Izbicy Kujawskiej oraz Urząd Gminy i Miasta w Izbicy Kujawskiej zapraszają na spotkanie autorskie z pisarzem Rafałem Wojasińskim (szerzej o pisarzu w dziale Kultura). Będzie on promował swoją najnowszą książkę p.t. "Humus". Tak jak poprzednio, autorowi towarzyszyć będzie Krystyna Czubówna. Spotkanie odbedzie się 17 kwietnia 2007r. o godz. 17.00 w Zespole Szkół im. Jana Kasprowicza w Izbicy Kujawskiej. Wieczór poprowadzi Łucja Parecka. WSTĘP WOLNY !!! ZAPRASZAMY !!!
Poniżej recenzje książki "Humus" (Rzeczpospolita oraz Nowe Książki):
Bieda-grzech najstraszniejszy
„Humus" to opowieść o zagubieniu w materialnym świecie i obłędzie, w który popada człowiek owładnięty wizją kariery i pieniędzy
Wydana w zeszłym roku „Przyjemność życia" była historią outsidera - młodego człowieka, który wraz z żoną uciekł z miasta w góry. Tam podjął ryzyko związane z pisarstwem. Korespondencyjnie pobierał nauki u mistrza - starego, życzliwego (ale nie bezkrytycznego) prozaika, przymierzał się do pierwszych opowiadań i reportaży. „Humus" można odczytać jako ciąg dalszy tej opowieści. Bohatera (i narratora zarazem) świat skusił starym, sprawdzonym sposobem. „Muszę ciągle myśleć o forsie. Częściej niż o Bogu - myśli pisarz. - Zbawienie jest najważniejsze, ale trzeba mieć na opłaty, żarcie, buty". Potem chodzi już nie o zaspokojenie podstawowych potrzeb, ale o kasę w czystej postaci. W chwili szczerości bohater przyznaje: „Dla mnie pieniądze były same w sobie wartością, a nie rzeczy. Rzeczy zubożały pieniądze, nie dawały tego poczucia bezpieczeństwa, wolności". Wojasiński opisuje człowieka łączącego skrajności: głęboką wiarę, współczucie dla upokorzonych i wyzyskiwanych (albowiem do nich należy Królestwo Niebieskie), a także pragnienie sukcesu, bogactwa (coś - a może ktoś? - szepce mu do licha, że majątek jest miarą łaski Boga). Bohatera trapi niewypowiedziane przeczucie, że bieda jest strasznym grzechem. Być może najstraszniejszym.
Człowiek, którego poznaliśmy w „Przyjemności życia", był brutalny, siła pozwalała mu pokonać wszystkie przeszkody. Bohater „Humusu" to postać - przy całej groteskowości - tragiczna, uwikłana. Śmieszy (błyskotliwe dialogi, przywodzące na myśl te z prozy Chandlera: „— Wiele filmów robi się z mafijnej forsy. - Skąd ci to przyszło do głowy? - Intuicja mi podpowiada") i budzi przerażenie.
„Przyjemność życia" była inspirowana powieścią „Słońce też wschodzi" Hemingwaya. „Humus" to nowela powstała pod wpływem Saula Bellowa. Wojasiński powiedział kiedyś o sobie: „Jestem tylko literackim kopistą". Myślę, że w literaturze dobrze sprawdza się metoda stosowana przez jazzmanów - zagranie cudzego motywu po swojemu. „Humus" to wartościowa książka. Nawet, jeżeli autorowi zdarza się czasem popaść w wieloslowie.
BARTOSZ MARZEC
SPECJALNIE DLA „Rz" RAFAŁ WOJASIŃSKI
Kuglarze i literaci
Zawsze uważałem, że autor kieruje swoje słowa do innego człowieka i tym samym bierze za niego odpowiedzialność. Nie może więc czytelnika posiać na bagna. Jeżeli w książkach nie przekazuje swojej prawdy, wszystkiego, co poznał i czego doświadczył, jeżeli zamiast rzucać światło, odpala fajerwerki, to nie jest pisarzem, a kuglarzem. Duże wrażenie zrobiła na mnie opowieść Ryszarda Kapuścińskiego o jednym z pierwszych reportaży. Poświęcił go Nowej Hucie, bo tam zobaczył ludzi w nędzy, wykorzystywanych, oszukiwanych. Zrozumiał, że musi o tym napisać. I to jest dla mnie argument! Zresztą, po kilkudziesięciu latach widać, że przeczucie Kapuścińskiego nie myliło. Świat przyznał mu rację. Pomysł noweli „Humus" wziął się z lektury Saula Bellowa. Później odkryłem, że pisał też na ten temat Miłosz w „Drugiej przestrzeni" i Herbert w wierszu „Życiorys" z tomu „Rovigo". Miłosz studiował pilnie literaturę romantyczną, żywoty świętych męczenników, a mimo to znajdował w sobie „tylko apetyty dominującego samca". Pisze w wierszu „Wbrew naturze": „Więc zacząłem fabrykować w sobie uczucia miłości i poświęcenia". Bohater Herberta wyraził to w ten sposób: „Tak jak inni chciałem wiedzieć co stanie się ze mną po śmierci/ czy dostanę nowe mieszkanie i czy życie ma sens". Wmyślilem się w te słowa i praca nad „Humusem" nabrała tempa.
źródło: Rzeczpospolita
Podglebie dla prawdy o sobie
Rafał Wojasiński dał się poznać jako wrażliwy prozaik, opisujący ludzi, których życie i los zdają się nikogo nie obchodzić: bezrobotnych dogorywających w popegeerowskich wioskach i małych miasteczkach, starców, ofiary wyrzucone przez fale transformacji na margines. Taka była jego pierwsza książka Złodziej ryb, po lekturze której Marek Nowakowski pisał o autorze: „Słuch ma nieomylny, wie, co mu potrzebne. Wie, jak przyrządzić alembik swojej prozy. Chropawe, często grubo ciosane elementy; słowa, zdania, opisy, dialogi tworzą zwartą, dramatyczną kompozycje opowiadań". Druga książka Wojasińskiego była pewnym zaskoczeniem - odszedł w niej od prób opisu „przyziemnego pełzactwa" i w Przyjemności życia skonstruował bohatera-inteligenta, borykającego się z niedogodnościami losu i z samym sobą.
W najnowszym tomie Humus oba te nurty pisarskie są obecne, jednak za sprawą tytułowego, najdłuższego opowiadania raz jeszcze przeważa obraz człowieka, który wiodąc „żywot miejski", poszukuje dla siebie miejsca w świecie o szybko zmieniającym się pejzażu. Narracja prowadzona w pierwszej osobie sugeruje autobiograficzne źródło, z którego czerpie Wojasiński, zyskując dzięki temu na autentyzmie kreowanej postaci. Zresztą także inne opowiadania z tej książki są pisane podobnie, na ich podstawie można więc pokusić się o charakterystykę bohatera tej prozy.
Jest to typ obsesyjnie lękający się o pieniądze i przeżycie do następnego miesiąca. Brak stałego zatrudnienia i bezustanne „łapanie fuch" wpędza go w frustracje, boi się, że nie utrzyma siebie ani bliskich. Lęk jednak nie jest na tyle paraliżujący, by nie pozwalał mu na zarabianie i prowadzenie życia utkanego z rozmów, kochania się z żoną, spotkań z przyjaciółmi, wizyt w barach i pubach, wyjazdów. Normalka. Taki jest bohater opowiadań Humus i Człowiek musi się cieszyć - obserwator siebie samego i szybko migających wokół obrazów. Niepogodzony i stale udręczony, żyje z dnia na dzień.
Jest jednak w bohaterze jakieś obsesyjne poszukiwanie świętości, widoczny kontrapunkt dla życia ogniskującego się wokół zarabiania pieniędzy. Dlatego odwiedza kościoły, odmawia różaniec, czyta żywoty świętych, przejmują go proroctwa z Dzienniczka św. Faustyny. Jak w pewnym momencie przyznaje - sam chce zostać świętym. I wciąż mu nie wychodzi. Degenerację takiej postawy opisuje Wojasiński w opowiadaniu Naprawdę niezły skurczybyk, gdzie owo „przeżycie z miesiąca na miesiąc" ogranicza się już tylko do wyłudzania pieniędzy od przyjaciela i obżerania się jedzeniem z fast-foodów. Rys charakteru bohatera dopełnia także afirmacja świata, który choć wymaga pozbycia się marzenia o świętości, sam w sobie niesie wiele smaku, uroku i zwyczajnego piękna. Nie jest to więc buntownik, raczej przechodzień, jeden z milionów szaraków, mający jednak siłę do spojrzenia na siebie z dystansu, uczący się własnej tożsamości i walczący o duszę. Kreacja bohatera Wojasińskiego (co może też być uznane za jej słabość) nie obejmuje tej sfery życia bohatera, która-jak tylko się domyślamy - pozwala mu na przetrwanie, czyli twórczości, pisania. Tak właśnie tłumaczę znaczenie tytułu głównego opowiadania - fabuła jest tu tylko podglebiem, próchnicą-humusem, na którym może wzrosnąć kreacyjna aktywność przekraczająca siermiężne bytowanie. To właśnie ona, a nie religia czy życie rodzinne, daje bohaterowi prawdziwa siłę. Czekamy więc na kolejne opowiadania tego autora (może powieść?), w których ów inteligent-popapraniec zacznie spowiadać się także ze swych leków twórczych - z nadzieją, że będą to wynurzenia tak samo celne, jak celne są obserwacje typów ludzi przegranych zawarte w pozostałych opowiadaniach książki.
Są to kolejno: rzecz o zredukowaniu człowieka do pochłaniającego żywność robaka (Z tego będę żył), minitraktat prozą o miłości braterskiej (Władek i Stasiu), przypowieść o lęku i pracy ponad siły (Zdzichu), o witalności i brutalizmie jako sile napędowej życia wiejskiego gospodarza (Chrzan). Wreszcie mamy opowiadanie kończące zbiór, w którym - dzięki zestawieniu zredukowanego i ogołoconego przez życie bohatera z nowo przybyłą do wsi nauczycielką - Wojasiński udowadnia, w jaki sposób można dziś napisać dobre opowiadanie o potrzebie bliskości i uczucia (Nowa znajomość). Eksperymenty formalne i językowe nie są do tego doprawdy potrzebne.
WOJCIECH CHMIELEWSKI
źródło: Nowe Książki nr 8/2006, s. 15.
|