Izbica Kujawska Online -- www.izbica-kujawska.com


Podmenu
Powrót do Artykuły historyczne

Podmenu
Powrót do Strona Główna
 
www.izbica-kujawska.com - Informacje - Artykuły historyczne

Tygodnik Razem, nr ??/1982, Warszawa (przedruk)

Jan Wieliński

TU JEST MÓJ DOM

Nagłówek artykułu w tygodniku Razem z 1982 roku
(dawna ul. Świerczewskiego)

Większość zabudowań w centrum miasteczka to slumsy. Największe powojenne inwestycje, to: masarnia. piekarnia, spółdzielnia mleczarska i gminny ośrodek kultury. Ale tu także od lat jest za mało fachowców z wyższym wykształceniem, zwłaszcza nauczycieli, jeszcze mniej wysoko kwalifikowanych rzemieślnikowi robotników. Czy w takim właśnie miasteczku młodzi mogą znaleźć swój dom?

Chatka Baby Jagi była z piernika, czekoladek (bezwstydne marnotrawstwo w stylu minionej epoki) i wszelkich delicji. W kolorowych książeczkach dla dzieci bałamutnie jednak przedstawiano jej lokatorkę. Skąd łachmany i zaniedbanie obok wspomnianego luksusu? Skąd fioletowy nos czarownicy Wykluczone, by chytreńka staruszka nadwątlała budowlę i morzyła organ powonienia, wyjadając wedlowskie beczułki z likworem! Jak uczy handel, łakocie te nadają się tylko dla dzieci. Wiedźma udawała, że straszy malców. Ze zboża albo ziemniaków pędziła tajemny jej zdaniem substrat. Nie dzieliła się swoim odkryciem i padła ofiarą arogancji, oderwania od szerokiej praktyki mas. Skutek - dojrzały kolor rzeczonej odrośli. Tuczenie chłopca również budzi wątpliwości. Tylko doktrynerstwo i konserwatyzm mogły skłonić starszą osobę do podjęcia tak nierentownej pracy.

Kontrowersyjną bajkę o Jasiu i Małgosi przypomniał mi obraz miasteczka z marcepana. Pod Długiem szosa wspina się na wzniesienie, skąd widać lśniące żółtą najczęściej farbą i nieliczne czerwone zabudowania. Nowy jeszcze malunek to pamiątka po dożynkach wojewódzkich 1980.

W ciągu kilku stuleci egzystencji, nie wyłączając ostatnich trzydziestu ośmiu lat, Izbica Kujawska miała i energicznych gospodarzy, i potężnych protektorów, ale zbyt często włodarzyli w niej zdziercy, letkiewicze, egoiści oraz zwyczajne niedojdy. Czasy pomyślności przeplatały się z okresami klęsk i rabunkowej wręcz gospodarki.

Po historycznej bitwie koło pobliskiej wsi Płowce wyegzekwowano na Krzyżakach odbudowę spalonej przez południowe komturie osady. Podczas potopu tak samo brutalnie plądrowali Izbicę Szwedzi, jak kupy miejscowego żołdactwa. Do 1735 r. pod gospodarskim okiem kasztelana inowrocławskiego Jana Skarbka, główne uliczki zostały uregulowane i wyposażone w bruki. Ćwierć wieku wcześniej niż najważniejszy trakt Warszawy z Krakowskim Przedmieściem włącznie. Dziewięćdziesiąt lat później generał Augustyn Słubicki do porządkowania nowszych ciągów musiał użyć wojska. Podczas prostowania obecnej Toruńskiej, geometra okroił jednemu z kmiotków parę metrów kwadratowych ogródka. "Pokrzywdzony obywatel" strzelił wieczorem przez okno do pracującego przy biurku generała i śmiertelnie go ranił. Zabrakło gospodarza. Miejscowy przemysł stracił rozmach, a większość tkaczy w ciągu kilkunastu lat przeniosła się w okolice Zgierza i Pabianic. Wielka szansa przepadła.

Razem - popularny tygodnik wydawany w latach 70. i 80. XX wieku, reaktywowany w 2003 roku
[źródło: wikipedia.pl]

Przedwojenne wyposażenie miasteczka; stacyjka kolei wąskotorowej (buraki do cukrowni), młyn, spółdzielcza mleczarnia, trzynaście izb lekcyjnych w czterech lichych budynkach szkolnych, jedna salka ochronki, kościół, kaplica, bożnica, cmentarz oraz kirkut. W Polsce Ludowej doszły: elektryfikacja, masarnia i piekarnia GS. ładna szkoła tysiąclatka z domem nauczyciela, budynek liceum ogólnokształcącego, wodociąg, gminny ośrodek kultury wraz z przedszkolem i ośrodek zdrowia.

Taki pejzaż

Izbica liczy dziś 2417 mieszkańców (w 1880 miała 3065). a dzieci i młodzieży do lat trzydziestu jest tylko tysiąc sto pięćdziesiąt dusz. Z zestawienia wynika, że struktura wiekowa ludności rożni się znacznie od typowej w kraju. Co roku pokaźna grupa młodych wędruje w Polskę. Do szkól policealnych w poszukiwaniu pracy. Prawie wszyscy absolwenci liceum ogólnokształcącego. Nigdy już nie wracają. Pozostaje kilka dziewcząt z maturą, które nie chcą wychodzić za rolników.

Urząd gminny nie prowadzi wydzielonej statystyki zatrudnienia w mieście. Według szacunków do zakładów przemysłowych Brześcia, Włocławka, Konina i Koła dojeżdża około dwustu osób. Pozostałym zapewniają pracę GS, SKR, niewielki spółdzielczy warsztat mechaniczny, Ośrodek Hodowli Zarodowej Zagrodnica, szkoły, urząd gminny, małe gospodarstwa rolne (250 ha ziemi uprawnej w mieście). Naczelnik nie ma problemu zapewnienia młodym nowych miejsc pracy. Oficjalnie jedna osoba jest bezrobotna.

Osiemdziesiąt dwa procent budżetu pochodzi z dotacji skarbu państwa, a dwie trzecie wydatków idzie na oświatę. Dla gminnego ośrodka kultury - 1,3 proc. ("tyle co na koks dla całego obiektu"), a na opiekę społeczną prawie 7 proc. (3141 tys. zł). Rośnie liczba ludzi starych, maleje ilość ślubów. Takie ciche przymieranie. "Dobre" lata siedemdziesiąte (pierwsza połowa) wspominają tu, jak bajkę o kopciuszku. Kto pierwszy poszedł do włocławskich Azotów, zakładów mięsnych w Kole lub Huty Aluminium w Koninie, ma już tam nowe mieszkanie Dwie albo trzy panny wyszły nawet za zagranicznych specjalistów. Mieszkają w RFN czy Szwecji. Mit Zachodu -ledwie musnął to najbiedniejsze bodaj w kraju pogranicze Kongresówki z zaborem pruskim nieznacznie dotąd odmienione przez okoliczne przemysły.

Parę opinii sekretarza komitetu gminnego i naczelnika: Udało się osiedlić, chyba na stałe, bo dano nowe mieszkanie, młode małżeństwo stomatologów oraz pierwszy raz w historii Izbicy zatrudniono lekarza pediatrę. Trwa końcowy etap przebudowy starej szkoły na drugi dom nauczyciela. Zasiedlony już został pierwszy w mieście blok mieszkalny (wcześniej dwa kilkumieszkaniowe zbudował PGR Zagrodnica). W budowie kolonia domków jednorodzinnych. To już dowody zatrzymania martwicy.

- A druga strona medalu?
- W mieście żadnych inwestycji, młyn pracuje na jedną zmianę, niema ma warsztatu samochodowego ani z prawdziwego zdarzenia warsztatu hydraulicznego, chociaż od kilku lat istnieje wodociąg. Myśmy w latach budowy drugiej dopiero wychodzili ze stanu upośledzenia Polski C.

Ani pokochać, ani pokłócić się

Letnia sobota. W urzędzie stanu cywilnego dwa śluby. Dobry tydzień! Pytam młodych o przygotowanie zawodowe i warunki mieszkaniowe. Barbara J. kończy policealne studium pielęgniarstwa. Włodzimierz K. stypendysta Huty Aluminium, od kilku dni magister inżynier, od pierwszego sierpnia zatrudniony w Koninie. Na początek pokój w hotelu robotniczym i obietnica przydziału mieszkania po trzech latach pracy. Bardzo im go życzę, ale nie wierzę w spełnienie przyrzeczenia. Rodzice Barbary wydzielają młodym część swego nowego domku. Szczęśliwcy! Mariola J. i Ryszard S. oboje technicy rolni, oboje pracują, pan młody ma mieszkanie. Pary nie wyróżniają się przygotowaniem - mówi pani kierownik urzędu - ale mają wyjątkowo korzystną sytuację mieszkaniową. Większość rodzin zajmuje dwu- i trzyizbowe mieszkania, z tego 95 proc. bez łazienek. Dwie trzecie nowych małżeństw "dostaje" własny pokój u rodziców. Pozostałe mieszkają w nim wspólnie z kimś jeszcze z wieloosobowej rodziny. Rozmiary zjawiska w skali kraju ogromne. W małych miastach i zurbanizowanych wsiach mieszka około ośmiu milionów ludzi, w tym kilkaset tysięcy małżeństw o stażu do dziesięciu lat i bez własnego mieszkania.

- Ani pokochać, ani pokłócić się -mówi o życiu swoich młodych zamężnych pracownic główna księgowa.
- Nowym rodzinom potrzebny jest splot wielu dobrych, sprzyjających okoliczności- dodaje urzędniczka o kilkuletnim stażu małżeńskim. - Przynajmniej średnie zarobki, życzliwość i materialne wsparcie rodziców, ogródek, warunki hodowania kilkunastu sztuk drobiu. Bez małego gospodarstwa przy domu trudno tutaj żyć.

- Miasto umiera, a młode małżeństwa wegetują bez perspektyw - odpowiadają pracownice GS. - Przed wojną żyło się z rzemiosła i handlu. Rymarze, garncarze, kołodzieje, kowale, krawcy, szewcy, bednarze, murarze, dekarze. Setki małych wytwórni i warsztatów napraw. Do dziś ocalało tylko kilku krawców, szewców i stolarzy, ale marne mają warsztaty. W pięćdziesięciu trzech (na 58) jedynym zatrudnionym jest sam właściciel. Trwa ogromne marnotrawstwo sprzętu domowego, którego nie ma gdzie reperować. Przegląd i konserwacja to zabiegi prawie nieznane.

Pomoc kredytowa dla młodych małżeństw praktycznie nie istnieje. Tylko GS ma fundusz socjalny, który pozwala sfinansować umorzenia. Np. fundusz socjalny załogi urzędu gminnego wynosi 42 tys. złotych. Kto się zgodzi, aby siedemnaście tysięcy złotych przeznaczać na umorzenie kredytu jednego młodego pracownika. Przecież ledwie starcza na trzy, cztery dopłaty do kolonii i do dwu skierowań na wczasy.

Bakcyle jak chrząszcze

Od pracownicy wojewódzkiej stacji sanepidu usłyszałem zdanie, które mnie zaszokowało: Większość zabudowań śródmieścia Izbicy Kujawskiej to slumsy. Z kilkunastu posesji należałoby natychmiast wyprowadzić mieszkańców, a obiekty zburzyć.

W wymienionym rejonie kilkadziesiąt wielorodzinnych kamieniczek i oficyn. Narutowicza piętnaście. Nad dawnym trzypoziomowym piecem nieczynnej od lat piekarni Zapędowskich, w prowizorycznym magazynie mąki, mieszkanie. Wejście po zewnętrznych spróchniałych schodach grozi wypadkiem. Jak tu lokatorzy chodzą zimą? Zatrzymuje się przed progiem. Na podłodze czteroletnie chyba dziecko, w głębi drugiej izby, ktoś śpi. Wołam parę razy "dzień dobry"! Malec znika w tamtym pomieszczeniu i po chwili wraca do swojej zabawy patyczkami. Obcy już go nie interesuje. Z przyległego skrzydła oficyna bucha odór kloaki. W rozedrganym upałem powietrzu krążą z wesołym graniem tłuste, granatowe i brązowożółte muchy.

Żwirki i Wigury cztery. Sądząc po zawieszonych w sieni licznikach elektrycznych, pięterko wielkości gołębnika, zamieszkują dwie albo trzy rodziny. Na pobliskim podwórku brukowany rynsztok żyje. W promieniu niewielu metrów, w wiecznym, słodkawym ścieku i pleśni mieszkańcy jedzą, śpią, płodzą się i zapewne marzą. Zaplecza siedzib przy Narutowicza, placu Wolności, Kolskiej i Placu Targowym jak z koszmarnego snu: cuchnące ustępy, pełne kubły, rynsztoki pokryte tłustą, gąbczasta polewą.

- Takie ci tam bakcyle fruwają jak chrząszcze - opowiadał Kujawiak z Łojewa, smutny szatan - Stanisław Przybyszewski.

Wiatraki i król Łokietek

O czternaście kilometrów stąd jest Lubraniec. Sienie, podwórka, pasażyki między domami. Schludniej.

Rozmowy w urzędzie miasta, komitecie PZPR, zarządzie ZSMP, z przechodniami na ulicy. Czterystu obywateli więcej. Wyposażenie miasteczka podobne. Ale dwieście mieszkań w nowych blokach, dalsze dziewięćdziesiąt cztery w stanie surowym lub w trakcie robót wykończeniowych. Zespół obszernych pięknych pawilonów handlowych dziś niestety prawie pusty.

Wracam do Izbicy.

W ośrodku zdrowia rozmowa z pediatrą. Pani doktor zna warunki, w których chowają się jej podopieczni -Praca oświatowa z młodymi matkami? Połowa dobrze prowadzi swoje pociechy. Kilka wzorowo. Większość dzieci wychowuje się w złych warunkach mieszkaniowych i sanitarnych. Jak wszędzie kryzys najmniej dotknął małych Kujawiaków. Wynik licznych działań ochronnych. Czy odczuwają go, gdy podrosną? - Nie wiem!

Młodzi oczekują więcej, starsi bardziej przywykli poprzestawać na małym. - Oni do dziś nie mają śmiałości pomyśleć, jak tu można hodować, uprawiać - mówi W. G., robotnik z PGR. Tu nie ma emigracji wewnętrznej, opozycji, powstańczej atmosfery. Dotychczas brakowało zrównoważonego i konsekwentnego stanowiska wobec rolnika, organizacji spółdzielczych, rzemiosła. Dlatego miasto wegetowało, a młodzi nie widzieli perspektyw - stwierdza jeden z nauczycieli.

Rzemieślnik w średnim wieku z dumą pokazuje dom, stolarnię, budynki. Dorobek trzydziestu lat pracy, walki z urzędniczymi przeszkodami, również cofania się, gdy było trzeba. Sprzyjało mu szczęście, ale najwięcej zawdzięcza ogromnej pracowitości. Oglądałem także nędzne warsztaty i liche mieszkania, drogie sprzęty oraz zbutwiałe graty: - Nie chcemy się chwalić i nie potrzebujemy niczego ukrywać. Tu żyje się ciężko, pracuje nie na godziny.

Jeszcze po wojnie na wzgórzach okalających Izbicę od północy stały cztery wiatraki. Świadkowie przymierza, które do dziś wiąże mieszkańców okolicy, którego przybysz z daleka długo nie rozumie. Właściciele wiatraków dawno pomarli, a ich potomkowie rozpierzchli po świecie. W starym domu młynarza synowie uśmiechają się melancholijnie i trochę drwiąco, ale cierpliwie słuchają, jak ojciec mi opowiada legendę o księciu Władysławie. wie. Odnoszę wrażenie, że znali dotąd tylko jej strzępki. - W przebraniu czeladnika, żaka, kleryka albo handlarza relikwii, mały książę wiele razy wędrował po okolicznych miejscowościach. Tutaj uczył się, jak zjednoczyć Polskę.

Nie jest mniej ważne

Urodziłem się w Izbicy. Wracam tu nieczęsto, coraz bardziej obcy i bardziej wzruszony. Tu próchnieją kości moich czterech pradziadów: pańszczyźnianego chłopa z Augustynowa, robotnika folwarcznego z Kolonii Zagrodnica, młynarza, który miał wiatrak pod Kramskiem i kmiecia (wolni od XVII wieku) ze wsi na prawie holenderskim nad Sleńcem. Z dzieciństwa przypominam wielu wspaniałych, pracowitych i utalentowanych obywateli miasta.

Kuligowscy - murarze i krawcy. Ojciec budował Gdynię, a po wojnie odbudowywał Gdańsk i Olsztyn. Panowie Raniewicz, Ciemny, Wychodzki i Figiel to znani w okolicy kowale. Kiedy Longin Raniewicz kichał, wzdłuż kilku sąsiednich uliczek wychodzili z domków ludzie.

Przypominam sylwetkę wyprostowanego jak struna pana Twardowskiego. murarza łódzkich fabryk, a w wieku emerytalnym woźnego izbickiego liceum. Widzę szanowanego pana Wieszczyka, znakomitego piekarza, przez pół wieku podporę solidnej firmy spożywczej. Świetnych fachowców i poważnych obywateli: Budnych, Graczyków, Rydzewskich, Wrońskich, Frankowskich, Adamczewskich, Kosmanów i wielu, wielu innych. Nazwiska zacierają się w pamięci. Dzieci i młodzież dla podkreślenia szacunku, nie używały imion tych poważnych, zapracowanych ludzi. Jak przez mgłę jawi mi się wójt Fryza, rolnik na kilku piaszczystych hektarach w przyległym przysiółku Pięciu Chałupy. Podczas większych świąt zwykł publicznie przemawiać. Miał ogromne poważanie, dar przekonywania i niemały talent krasomówczy. "Jak chce się wróbel wysrać jak wrona, to mu dupa pęknie" - głosił jedną ze swych piękniejszych maksym moralnych, jakże dziś aktualną!

Potomkowie tamtych wspaniałych, ciekawych, choć zwyczajnych ludzi żyją w miasteczku biedniejszym od tylu innych, ale myli się, kto sądzi, że jest ono mniej ważne i i mniej ludziom potrzebne. Podczas zimy stulecia nie groziło tu mieszkańcom zbiorowe zamarznięcie. Kolejki w sklepach tu mniejsze, a udręki komunikacyjne większości nieznane. Sąsiedzi są sobie bliżsi niż lokatorzy mrówkowca w wielkim mieście. Zieleń można oglądać po przejściu kilkunastu lub kilkudziesięciu metrów, bez godzinnej wyprawy do Łazienek. Świat jest łatwiejszy do oswojenia, ludzie bardziej otwarci. Żyją skromnie, nie ma tu tylu wymuszonych potrzeb, napięć i fobii. Trudniej łamać zasady.

Z kilkunastu wypowiedzi młodych wynika, że nie liczą na wielką darowiznę państwa. Dbają o dwoje przygotowanie zawodowe, bez pretensji mówią o trudnościach w uzyskaniu kredytu MM, z goryczą o złych szansach i z pełną świadomością bardzo dawnych zaległości o gorszym stracie. Są pewni, że wiele wkrótce zmienią na lepsze. Myślą i mówią, że są tutaj potrzebni. Tu będzie ich dom!

WSZYSTKO RZUCA SIĘ W OCZY

W Izbicy Kujawskiej wszystko bardziej rzuca się w oczy. Dziewczyna nie chce wyjść za rolnika, bo sądzi, że on nie kocha niczego prócz swojego gospodarstwa. Gdy któraś zostaje z dzieckiem, bez męża, skazana jest na dożywocie w biedzie i izolacji. Tu lepiej widać, że młodzi mają więcej potrzeb i chęci niż możliwości. Sami pośpiewamy i sami zjemy - mówi chłopak o wrażliwości artysty. Młodzi mieszkańcy Izbicy nie stosują taryfy ulgowej, gdy oceniają swoje postępowanie, rówieśników, starszych i życie miasteczka, które zależy również od nich.

Oto fragment wypowiedzi:

Barbara C., lat 29, krawcowa:

Romana unikałam od samego początku naszej znajomości. To bogaty rolnik. Zawsze, nawet w wesołym towarzystwie miał minę, jakby tylko na chwilę wybiegł z chlewni czy obory. Ledwo spojrzałam na niego, przypomniał mi się ból w krzyżu podczas wykopków, omdlewanie rąk przy żniwach i wieczne błoto w obejściu. W nowiuteńkiej białej koszuli, doczyszczonych butach, a mnie wydawał się lekko zaniedbany. Może to cień starokawalerstwa, może objawy niepewności? Bałam się, że nikogo nie będzie bardziej kochał od swojego gospodarstwa. Pewno stchórzyłam.

Zofia Śmietańska, lat 20, referent podatkowy:

Młody pracownik nie ma w Izbicy szansy, nikt się nim nie interesuje. Po pracy nie wie, co ze sobą zrobić. Ta obojętność wobec młodzieży jest dokuczliwa. Mamy kino i raz na dwa tygodnie dyskotekę, na którą często nie możemy wywalczyć zezwolenia. Klub na Augustynowie i młodzieżowa kawiarenka pana Maśkowskiego umarły. Kawiarnia, bo nie przynosiła zysku. Nikogo to jednak nie obchodzi.
Mama cieszy się, gdy umiem zorganizować swój czas. Ci, co wyjechali na studia, mówią w czasie ferii: - Tu są inne, fajne nudy! Zostać żoną rolnika, to odmówić sobie urlopów, kina, podróży. Małe gospodarstwo daje tylko szansę skromnego bytu i ciężką pracę. Wyszłabym za chłopaka z nowoczesnego gospodarstwa.
Znam dziewczynę z dzieckiem, bez męża. W naszym mieście to dożywocie w izolacji i prawie pewna nędza.

Marianna i Ryszard Lewandowscy - młodzi nauczyciele w szkole zbiorczej:

- Skończyłam matematykę, Ryszard - wychowanie muzyczne. Nauczyciel, który przez kilka lat musi korzystać z urlopów na egzaminy i sesje, nie jest wygodny. Część jego obowiązków spada wtedy na kolegów. Niewiele można zmienić obowiązkowość studiującego. Prawdziwy rewanż wobec zespołu i szkoły następuje dopiero po latach. Poprzedni dyrektor okrawał należne ustawowo zwolnienia i zawsze je dawał niechętnie. Długo jeszcze pamiętał swoją łaskawość. Taki charakter! Odszedł jednak i teraz dobrze nam się pracuje.
Należymy do najbardziej przez los wyróżnionych, jeśli chodzi o mieszkanie. Trzy pokoje z kuchnią, centralne, ciepła woda w łazience. W gminie jest tylko kilkadziesiąt takich mieszkań. Nie zmienia to faktu, że walka o nie zjadła nam połowę zdrowia.
Młode małżeństwo nauczycielskie pracuje w Izbicy tak samo, jak w każdym innym mieście. Polonistom bez teatru i muzykom bez koncertów życie w tutejszych warunkach sprawia większe trudności.

Zofia G., lat 27. pracownik umysłowy:

- Kiedyś wyżej ceniłam szerokie zainteresowania, obycie towarzyskie moich znajomych, umiejętność koncentrowania się na sprawach sztuki. Dziś przypomina mi to "talenta" dobrze urodzonych panienek. Życie jest znacznie bardziej prozaiczne i wymaga rzede wszystkim praktycznych umiejętności. Najlepsze samopoczucie powinien mieć dobry fachowiec, ale najczęściej mają je tzw. ludzie zaradni. Sprzedawca czy magazynier, co po swojemu dzieli towar. Klasyfikator w skupie, likwidator PZU, kierownik GS-u. którzy dbają o swoich klientów. Mali, średni i wielcy, "ludzie zaradni"!
Tu wszystko bardziej rzuca się w oczy. Również to, że młodzi mają więcej chęci i potrzeb niż możliwości. Każdą robotę chciałam kiedyś wykonać szybko, zaraz, natychmiast. Grzegorz, mój mąż, obserwował mnie w milczeniu. Kiedyś, po wielu miesiącach, powiedział mi, że nie szanuję pracy. Bo ona jest jak muzyka! Ma różne rytmy, zmieniające się tempo i różną co chwila dynamikę. Jednostajność, nawet przy najszybszym tempie i najwyższej dynamice przywołuje nudę.
Zastanawiałam się, ile w tym racji?

Krzysztof Strabanik, lat 26, monter maszyn i urządzeń przemysłowych:

- Zawód zdobyłem na Śląsku. Pracuję jako mechanik w zakładzie spółdzielczym Okuć Budowlanych w Izbicy Kujawskiej. Za rok kończę technikum, pomagam żonie, działam w zarządzie miejsko-gminnym ZSMP. W szkole zasadniczej byłem uczniem bardzo przeciętnym. Okresami nawet gorszym. W miarę lat więcej rzeczy mnie ciekawi, nauka idzie coraz lepiej, myślę nawet o studiach. Tymczasem u mnie i wokół mnie zaczynają się zmiany. -Za trzy miesiące urodzi nam się dziecko. Zakład jest w likwidacji, bo brak surowców i nie wychodzi nam z trzema "S".
Osiem lat byłem poza domem. Wiem, jak trudni są ludzie. Choćby dlatego nie chcę wyjeżdżać. Mogłem zostać na Śląsku, ale przyszedł szewc, piekarz i dostawał taką samą jak ja grupę. Tego nie mogłem znieść.
Mieszkamy u teściów. Pięć, wkrótce sześć osób w trzech pokojach. Przed podwyżką cen myślałem, że trzeba będzie się budować. Teraz to się odsunęło, chociaż nie narzekałem dotąd na zarobki. Mogę liczyć tylko na własne siły i gospodarność żony.
W tym mieście starych ludzi każdy młody jest bardzo potrzebny. Nie tylko dlatego, że jest fachowcem!

Anna Kulczycka, 22 lata, instruktor gminnego ośrodka kultury, wykształcenie średnie:

- Obiekt jest nowy. Mieści przedszkole, bibliotekę, aptekę, mieszkania służbowe i biura organizacji politycznych. Ośrodek ma jeden pokój o powierzchni 8 m , tej samej wielkości garderobę i salę widowiskową na 350 miejsc. W ciągu minionego roku kulturalnego ściągnęliśmy do Izbicy następujące imprezy: "Wesoła Ferajna" cyrk "Danthes", program zespołu Eleni "Prometeusz" i recital piosenkarski Jacka Lecha. Taką kulturę wysyła się dziś z wielkich ośrodków na prowincję. Wybraliśmy z ofert to, co najciekawsze. Trzydzieści lat temu odbywały się tutaj doroczne koncerty Szopenowskie (matka Szopena urodziła się w Izbicy Kujawskiej). Grali filharmonicy z Warszawy, Łodzi i Poznania z udziałem Haliny Czerny-Stefańskiej, Adama Harasiewicza, Barbary Hesse-Bukowskiej...
Organizowanie własnych zespołów amatorskich i imprez możliwe jest, gdy wcześniej uda się zgromadzić grupę miłośników, entuzjastów, skupić szersze zainteresowanie mieszkańców. - Miasteczko o przewadze starców, z którego młodzi uciekają, mogą kulturalnie ożywić tylko bardzo doświadczeni fachowcy. Takich tu jednak nie ma. Starsi nie mają potrzeb, zwłaszcza rozrywkowych. Rodzice nie pozwalali chodzić dzieciom nawet na zajęcia koła tanecznego. Dziecięce koło plastyczne nie miało ostatnio papieru, farb itp.
Przy miejsko-gminnym ośrodku kultury istnieje zespół instrumentalno-wokalny "Gabinet przyjęć".

Paweł Frankowski, kierownik zespołu:

- Gramy w gminie wszędzie, gdzie nas chcą, - Na akademiach i na weselach. Robimy różnorodne imprezy. Zimą np. udało nam się zachęcić parę dziewczyn, kilku chłopaków i przygotowaliśmy wieczór z balladami Okudżawy. Koleżanki wymyśliły do tego pokaz gotowania i degustację najsmaczniejszych pierożków. Nikt prócz wykonawców na tę imprezę i równocześnie dobrą zabawę nie przyszedł. Sami pośpiewaliśmy, sami zjedliśmy!

Maria Strabanik, kierowniczka miejsko-gminnej biblioteki:

- Mamy trzy i pół książki na każdego mieszkańca gminy. Wypożycza co szósty obywatel, głównie dzieci, młodzież, kwalifikowani pracownicy i rolnicy. Ci ostatni, oprócz kilkunastu, wypożyczają niemal wyłącznie zimą. Wtedy dużo czytają. Wśród najczęściej wypożyczających mamy dwu ogrodników, rolnika, który jest miłośnikiem kryminałów, gospodarza systematycznie czytającego literaturę fachową.
Proszę, oto ładny zestaw monografii i akademickich podręczników, duma wydawców! Czytelnicy poszukują jednak przede wszystkim poradników i opracowań potrzebnych i przydatnych w średniej wielkości gospodarstwie rolnym. Takiej literatury rolniczej jest za mało i wydawana jest w zbyt małych nakładach.
Literatury społeczno-politycznej nikt u nas nie czyta. Najwięcej wypożyczeń mają Kraszewski, Verne, Sienkiewicz, Prus, Żeromski, Rodziewiczówna. "Obłęd" Krzysztonia miał w ciągu dwu lat czterech czytelników, "Szaławiła" i "Raptularz" J.I. Kraszewskiego - dwunastu.

Jan Ziarkowski, lat 26, przewodniczący Zarządu Miejsko-Gminnego ZSMP:

- Piętnaście procent kolegów z naszych kół w sołectwach przejęło od rodziców gospodarstwa. Duża grupa dokształca się i studiuje zaocznie. Przedstawiciele młodzieży są obecni przy podziale materiałów reglamentowanych, maszyn, sprzętu gospodarstwa domowego.
Organizacja umożliwia udział w podejmowaniu wszystkich ważnych decyzji w gminie. Chroni przed wyizolowaniem, daje szansę uczestniczenia w sprawach ogólnospołecznych, np. w odbudowie i naprawie naruszonych więzi społecznych. Proponuje ciekawe wykorzystanie wolnego czasu, zabawę itp.
- Nagromadzenie większej, dopełniającej życie prywatne rozmaitości spraw przyciąga do organizacji, jest jej urodą.
Nie rozwiązanych i nierozwiązalnych spraw młodych niestety dużo, trudności - jeszcze więcej. W życiu jestem ostrożnym optymistą, w działaniu - cholernym upraciuchem.

Notował: Jan Wieliński


izbica-kujawska.com - Izbica Kujawska Online. Niezależny serwis informacyjny gminy i miasta Izbica Kujawska
e-mail: kontakt@izbica-kujawska.com
---------------------------------------------
Copyright 2002-2026 by Błażej Nowicki

Strona zoptymalizowana pod rozdzielczość 1024x768
Testowana w przeglądarkach: Internet Explorer 8.0, Mozilla Firefox 13.0.1, Opera 11.10 PL, Google Chrome 10.0.648.133
Kodowanie znaków: utf-8
Zabronione jest kopiowanie kodu źródłowego strony i grafiki bez zgody redakcji !!!

Ta strona zapisuje w Twoim urządzeniu krótkie informacje tekstowe zwane plikami cookies (ciasteczkami). Są one wykorzystywane do zapisywania indywidualnych preferencji użytkownika, umożliwiają logowanie się do serwisu, pomagają w zbieraniu statystyk Twojej aktywności na stronie. W każdej chwili możesz zablokować lub ograniczyć umieszczanie plików cookies (ciasteczek) w Twoim urządzeniu zmieniając ustawienia przeglądarki internetowej. Ustawienie lub pozostawienie ustawienia przeglądarki na akceptację cookies (ciasteczek) oznacza wyrażenie przez Ciebie zgody na takie praktyki.
Podstawa prawna: www.dziennikustaw.gov.pl/DU/2012/1445

Hosting: INFO-CAL