którzy nic tylko pieniądze z Unii szufelkami do Izbicy będą nagarniać.
Jeszcze raz powtórzę. Nie miał Sadowski żadnego kontrkandydata już przez drugie wybory. Dlatego uważam że był najlepszy. Najlepszy wygrał koniec i basta. Tu casus: najlepszy nie oznacza doskonały. Radnych też ufoludki nie wybrali. Też najlepszych, ale niedoskonałych.
Wróćmy jednak do anarchy. Nie sądzisz, że taka nieuświadomiona postawa anarchy tłumaczy tak niską frekwencję w wyborach taki tumiwisizm w traktowaniu spraw publicznych? Jak do tej pory nie spotkałem się z przyzwoitym wyjaśnieniem dlaczego ludzi TO g*** obchodzi. "Jestem jak sądzę dość "normalny". Patrzę co zrobił jeden czy drugi lokalny władca, znam go nierzadko od dzieciństwa to po kiego grzyba wogóle mam iść i na nich głosować?". To jest istota - moim zdaniem - sprawy. Dopiero uświadomienie ludkom, że ich postawa jest racjonalna, normalna, że ma nazwę może przynieść pozytywny efekt w postaci większej aktywności w sprawach publicznych. Bardzo ciekaw jestem min władzy w momencie, gdyby wszyscy anarchowie poszli na wybory!
Chyba oczywiste jest dla Ciebie Goodboy'u, że władzy w istocie rzeczy wcale nie zależy na frekwencji, tylko na wyniku. A już na pewno na niskiej frekwencji zależy potencjalnej opozycji. Ja tylko takie sprawy nazywam po imieniu. Staram się "dać odpowiednie rzeczy słowo".
Nie mam aspiracji ku władzy, ale owszem mam takowe, by załatwić u burmistrza dwie przyczepy białego kamienia i połatać dziury w drodze. Sam. Angażujac w to kilku sąsiadów. Taniej dla mnie jest poświęcić kilka godzin na naprawę drogi, niż "czekać na Godota" aż ktoś tę drogę naprawi w międzyczasie wydając kilkaset złotych na uszkodzone zawieszenie w samochodzie. I kompletnie mnie to nie obchodzi, że ktoś jest za to odpowiedzialny i tego nie robi. Tu i teraz chcę jeździć po niedziurawej drodze, bo jest to dla mnie korzystne, więc ją naprawiam: basta. Na tej samej zasadzie - jak obserwowałeś na forum - posprzątaliśmy szkło na naszej wiosce. Teraz na tej samej zasadzie poszły stare telewizory zagracające strychy. I zapytam się na koniec: "co tu jest demokracja: kłapanina i walka o stanowiska, fory, układy (w istocie jest takie kujawskie zapomniane słowo: PRZYCHLIBIDUPSTWO), czy działanie u podstaw?
Dobra bo się za bardzo rozpisałem. Zaraz mi Amba dowali. Ciekawe jak mnie przezwie
Wielkie P.s.: Proszę pamiętać, że zasada koncyliarności na poziomie władzy lokalnej przestała być prawem jakieś pięć i pół roku wstecz. Proszę również brać szanowni dyskutanci pod uwagę w dyskusjach, że obecny burmistrz jako jedyny rozumie znaczenie tego słowa i się nie ciacia. To tak gwoli komemtarzy, że on SAM wszystkich zatrudnia i łatwi.
Anegdota: Zadałem pytanie o zmiany w prawie rozszerzające uprawnienia burmistrza"pewnemu" na niego kandydatowi. A w odpowiedzi usłyszałem... hyyyp, hmmm, nooo, teeee... .


