Otóż tuż przed Świętami p. Bąkowska - przesympatyczna polonistka z
LO w Radziejowie Kujawskim jechała sobie rowerem w okolicach Bytonia. Tam też pojawił się na drodze upojony alkoholem kierowca. Wraz z nim w podobnym stanie jego żona i sąsiad. Oczywiście stała się tragedia i ... nie ma już pani Bąkowskiej wśród żywych. Kierowca pijaczysko z 3 promilami alkoholu we krwi zmasakrował ją tak, że nie miała szans na przeżycie. Bardzo wstrząsnęła mną ta wiadomość jako że znałem bardzo dobrze wspomnianą nauczycielkę. To była dobra, wymagająca od siebie i innych kobieta. Jak wiele jeszcze takich bezsensownych tragedii na drodze musi być, by opamietał się jeden z drugim zawiracha: alkoholowy "mantapharrer"?












