autor: Amba » ndz lut 04, 2007 11:06 pm
„Proszek jest bardzo tani, a moja żona może ci go sprzedać. Weź się ch**u wieśniaku umyj, bo śmierdzisz i słoma ci z butów wystaje”.
Tak sobie pochlipałam z chłopami buzole i podsumowałam co nieco o naszym izbickim idolu władzy hołubionym przez Szczerbatego.
Mój ulubiony i niespełniony w nieodwzajemnionej miłości względem mnie idol wywodzi się z rzeźników na Źwirki i Wigury. Ukończył w miarę uczciwie zaledwie podstawówkę. Jak ja go wtedy kochałam. Gotowa byłam mu wtedy się cała oddać. Ale cóż z liceum go wywalili. Przecież cepom świadectwa z paskiem nie dadzą. A mi mama zabroniła tego no – byle komu.
Zostawił mnie niecnota jeden i poszedł do pracy w RSW w Kole. Tam narobił takiego bałaganu w proszkowo-kartkowo-brudowym geszefcie, że znalazł się bez pracy z powrotem w Izbicy. Oboje dojrzalsi o pierwsze życiowe doświadczenia, znów tylko dzięki mojej inicjatywie próbowaliśmy połączyć się w szczęśliwe stadło. No co jeszcze miałam ściągnąć? Skórę?Nie udało nam się.
Wyciągnął do niego pomocną i przyjazną dłoń szef GOK-u i zatrudnił w „Soni”. Nie przewidział jednak jakiego konia trojańskiego na własnym torsie hodował. Już po krótkim czasie mój ukochany zaczął dorabiać na boku serwując lewe drinki: dobre były. Tak z serca podawane nie rozcieńczane wodą, i kisielki, i kawki uczciwe, i czekolady z Westberlińskiej kontrabandy sprzedawane po cichu…
Dość że szef GOK-u zorientował się, że jest robiony w wała i zagroził mojemu ukochanemu, że go zwolni z § 52 Kodeksu Pracy. Ale w końcu Szparagus – ludzki chłop zgodził się na polubowne rozwiązanie i zwolnił moje kochanie „za porozumieniem stron”. Znów bezrobotny. Bidul musiał osobiście w kiosku handlować soczkami.
Ach ci starzy przyjaciele, od czegóż są oni! Szczerbaty wyciągnął do niego pomocną dłoń. I oto miałam wkrótce kochanka polityka jak się patrzy. A jaki rasowy był! A jaki skuteczny! A jak o swoje dbał! Toż warunkiem powstania koalicji PSL i SDPL było obsadzenie go na stanowisku szefa komunalni i jednocześnie powierzenie Szczerbatemu funkcji przewodniczącego Rady. Kilka lat spokoju, życiowej stabilizacji, lewego obrotu olejem opałowym, sprzedawanym i fakturowanym jako normalne paliwo, ukrywania rozkradanych pod jego czujnym okiem materiałów budowlanych, butli gazowych . Ach jak przyjemnie i bezpiecznie się wtedy żyło. I takie nieszczęście. Choroba. Musiał odejść na leczenie a tu nagle takie złe rzeczy o nim zaczęli gadać. Że kradł, że defraudował. Że bezprawnie został kierownikiem bo nie miał średniego wykształcenia, a ono było warunkiem objęcia tego stanowiska. Od czego ma się jednak wypróbowanych przyjaciół. Szczerbaty zaszantażował Śledzia i sprawę udokumentowanej malwersacji na ok. 4000 zł zatuszowano.( A mi niecnota chwalił się, że nakradł dużo więcej. Coś o 16000 zł gadał). Taką to władzę już wtedy Szczerbaty posiadał. Mógł sobie burmistrza odwołać. I cóż biedny Śledzina bojąc się o własne galoty wsadził na to miejsce Jogurcika, by ten jakoś wyprowadził komunalkę z długów.
Na szczęście dzisiaj już jest lepiej. Mój długowłosy w urzędzie na co dzień przesiaduje i ze swymi przyjaciółmi ustala strategie kogo by tu ukarać i usunąć. Czas na zaprzańców, co mu kłody pod nogi rzucali. Na Szparagusa i Jogurcika. Czas na jeszcze wielu innych, którzy już „padli” i którzy jeszcze „padną”.
Ukochany mój: napij się ze mną. Już to... nie ten. rozumię: zflaczało, ale pić możemy jak dawniej litrami i przy każdej okazji i z każdym. Miły mój no napij się ze mną... Bo jak zwykłeś mawiać do innych: śmierdzisz i słoma ci z butów wystaje...
"Wam kury szczać prowadzić, a nie politykę robić..." - Piłsudski
"Nie można perfumować łajna, wystarczy wyczyścić oborę".