Po ponad 16 latach istnienia z dniem 27.12.2019 roku Forum Izbica zostało zamknięte. Od dziś nie ma już możliwości tworzenia, edytowania oraz usuwania istniejących tematów i postów. Rejestracja nowych użytkowników została zablokowana.
Nadal możliwe jest przeglądanie forum, postanowiłem pozostawić wszystkie wpisy, gdyż szanuje czas użytkowników, poświęcony przy ich tworzeniu.
Uzasadnienie: Ponad cztery lata temu (27.11.2015 roku) nastąpiło ujednolicenie profilu strony Izbica Kujawska Online.
Od tego czasu publikowane są na niej treści związane wyłącznie z historią, kulturą i turystyką naszego miasta i gminy. Treści publikowane przez użytkowników na forum często nawiązywały do spraw związanych z lokalną polityką, konfliktami, interesami, co kłóci się z ideą istnienia serwisu. Dodatkowo dynamiczny rozwój mediów społecznościowych spowodował spadek zainteresowania forum, a liczba wpisów w ostatnim czasie znacząco się zmniejszała. Nie widzę sensu, by forum nadal pozostawało aktywne. Mam nadzieję, że decyzja spotka się z Państwa zrozumieniem.
BŁAŻEJ NOWICKI
Administrator Izbica Kujawska Online

Moderator: blazej



hipcia pisze:... kiedys zyly tu dinozaury i w pierwszej kolejnosci im by sie nalezala tablica

Dwóch żydów się bije i w końcu jeden bierze mydło i chce rzucić w drugiego.
Na to ten drugi:
- Mamy w to nie mieszaj.




Wszystko rozpoczęło się, kiedy Naomi Szemer, wraz z czterema innymi autorami, została poproszona, aby skomponować piosenkę do drugiej, pozakonkursowej części Izraelskiego Festiwalu Piosenki (1967), podczas której miało nastąpić liczenie głosów. Festiwal Piosenki został zainicjowany na początku lat sześćdziesiątych przez krajową stację radiową, Kol Israel (Głos Izraela) i był transmitowany w radiu jako główny program na Dzień Niepodległości Izraela(Telewizja pojawiła się tu dopiero w drugiej połowie lat sześćdziesiątych).
Legendarny burmistrz Jerozolimy Teddy Kollek, poprosił, żeby pieśni wykonywane na Święto Niepodległości w 1967 r. (15 maja) były związane z tym właśnie miastem. Gil Aldema, producent festiwalu, przeszukał archiwa Kol Israel i znalazł zaledwie kilka nagrań pieśni o Jerozolimie napisanych przez izraelskich poetów i kompozytorów od przełomu wieków. Żaden z utworów napisanych po ustanowieniu państwa nie wspominał, że miasto zostało podzielone i że Żydzi nie mogą zbliżać się do Kotel (Ściany Płaczu).
Czterej współpracownicy Szemer wystraszyli się nieco presji i odmówili. Ona sama, nieco onieśmielona wprawdzie, nie zamierzała zrezygnować. Sentyment do miasta wiązał się z faktem, że w nim właśnie studiowała (ukończyła Akademię Muzyczną) i urodziła córkę. Spędzała tu też zazwyczaj każde lato z przyjaciółmi. Często podróżowała do Jerozolimy, aby czerpać inspirację dla swoich utworów.
Pomimo szczerych chęci i sporego wysiłku Naomi przez jakiś czas nie była w stanie skomponować zamówionego utworu. Niemoc twórcza dotknęła ją do tego stopnia, że widząc bezskuteczność swoich prób zadzwoniła do Aldema, prosząc go o uwolnienie z podjętego zobowiązania. Ten opowiedział, że może spokojnie napisać piosenkę, która, jak zapewnił, "wcale nie musi być o Jerozolimie". Po skończonej rozmowie, powiedział na głos do ludzi w swoim biurze: "Teraz będzie pisać o Jeruzalem". Tej samej nocy powstała "Jerusalem of Gold".
Poetce przyszła do głowy talmudyczna historia dotycząca Rabina Akivy, który śpiąc z żoną na słomianym sienniku obiecał jej, że jeśli zdobędzie kiedyś odpowiednie środki podaruje jej "Złotą Jerozolimę".
"Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach Jerozolima była szara, a nie złota", wspomina Szemer. " Zadałam więc sobie pytanie: Czy na pewno "złotą"? I coś we mnie odpowiedziało: Tak, rzeczywiście,na przekór wszystkiemu "złotą". Określenie "Jerusalem of Gold" było również używane w pismach kilku poetów krótko przed wykorzystaniem go przez Szemer.
Była noc, kiedy usiadła do pisania tekstu piosenki i komponopwania melodii. Następnego dnia przyniosła gotowy utwór do "Kol Israel". Po usłyszeniu go Aldema był głęboko wzruszony.
Ta początkowa wersja utworu zawierała włącznie pierwszą i trzecią zwrotkę. Gdy zagrała pieśń do Rivkah Michaeli, ta spytała ją: "Co z Old City?" Szemer odpowiedziała, że nawiązała do Starego Miasta w słowach "U-ve-libbah homah" ( "A w swoim sercu mur"). Michaeli powiedziała, że jej ojciec urodził się w Starym Mieście i śnił o nim każdej nocy. Szemer dopisała wówczas drugą zwrotkę rozpoczynającą się od słów: "Eikhah yavshu borot ha-mayim". Wspomniała w niej fakt, że rynek miasta był pusty, że nikt nie przychodzi na Wzgrze Świątynne i nikt nie zjeżdża drogą w kierunku Jerycha nad Morze Martwe. Jak wyjaśniła później, ujrzała oczami dwa tysiące lat od zniszczenia, a nie dziewiętnaście lat od momentu ustanowienia państwa Izrael.
O wykonanie piosenki na festiwalu została poproszona Shuli Natan. Była ona wojskowym nauczycielem hebrajskiego dla imigrantek. Jednocześnie pasjami śpiewała pieśni ludowe. Pewnego razu, gdy pojawiła się w radiowym konkursie młodych talentów, Naomi Szemera usłyszała jej głos. Było to zaraz po napisaniu "Jerusalem of Gold", gdy wciąż trwała dyskusja nad tym, kto powinien ją zaśpiewać. Kiedyzaproponowała Shulę producentom festiwalu ci stanowczo wykluczyli możliwość, by podczas drugiej części śpiewała amatorka. Jeden z przyjaciół Szemery wspomina: "Powiedziałam jej, że jeśli ona sama uwierzyła w Natan, to powinna być uparta w tym względzie". I była. Poinformowała, że jeśli ich nie pozwolą, aby to Natan wykonywała jej piosenkę, wówczas ona nie zgodzi się, żeby piosenka w ogóle została zaśpiewana. Osiągnięto porozumienie, chociaż sama Shula Natan była początkowo dość niechętnie nastawiona do tego pomysłu.
Utwór osiągnął natychmiastowy sukces i dotknął serc wielu słuchaczy.Kiedy pierwsza nagroda festiwalu została przyznana, publiczność chiała jeszcze raz usłyszeć "Yerushalayim Shel Zahav", a samTeddy Kollek poprosił, o ponowne wykonanie.
Szef Sztabu Yitzhak Rabin, który był obecny na festiwalu otrzymał informację o pogorszeniu się sytuacji politycznej w Egipcie. "Kiedy śpiewałam, w jakiś sposób udało mi się złamać napięcie i publiczność wtórowała mi podczas refrenu", wspomina Natan. Kilka dni później armia rozpoczęła mobilizację swoich rezerw, i pieśń posłużyła jako zachęta dla żołnierzy.
W poniedziałek, 5 czerwca 1967 roku wybuchła Wojna Sześciodniowa. Stare Miasto w Jerozolimie zostało przejęte przez Siły Obrony Izraela 7 czerwca. "Jerusalem of Gold" od razu stało się swego rodzaju hymnem. Podczas wyzwolenia miasta, żołnierze wyśpiewali go przy zachodniej ścianie. Telewizyjny producent Yossi Ronen, będący w tym czasie reporterem -korespondentem odnotował: "Podniecenie osiągnęło swój szczyt. Rabin Szlomo Gorena, naczelny zadął w Szofar i rozpoczął recytowane modlitwy. Spadochroniarze eksplodowali śpiewem, a ja zapomniałem o mojej roli obiektywnego reportera i dołączyłem do ich gromkiego "Jerusalem of Gold ".
Szemer i Natan podróżowały na południe i przyłączyły się do wysiłków na rzecz podniesienia morale żołnierzy. Autorka również słyszała tę opowieść i w El-Arisz napisała ostatnią zwrotkę o dniu wyzwolenia Starego Miasta Jerozolimy i żołnierskim śpiewie. Zwrotka ta opowiada o zmianach, jakie miały miejsce w mieście, o zjednoczeniu obu jego części i odnosi się bezpośrednio do słów zawartych w drugiej zwrotce.
Kilka miesięcy po wojnie Szemerpowiedziała w wywiadzie, że jeśli o nią chodzi, to piosenka była kompletna bez dodatkowych zwrotek. Napisała je za względu na " konieczność chwili", ale obawia się, że teraz inni mgą dołączać inne, własne wersje nowych zwrotek.
Dzień po zakończeniu wojny pisarz Amos Oz w dzienniku Davar krytykował wypowiedzi twórcze artystki zawarte w dodatkowych zwrotkach, utrzymując, że "rynek nie był pusty, ale pełen Arabów, podobnie jak Wzgórze Świątynne i droga do Jerycho". Naomi Szemera dała odpór jego stanowisku. Wypomniała także nieodpowiedni moment tego ataku, stwierdzając, że "piosenka zyskała popularność natychmiast i nikt wówczas nie protestował". Dwadzieścia lat później, po długim, kontemplacyjnym namyśle, Szemer powtórzyła swój punkt widzenia w gazecie upamiętnieniającej dwadzieścia lat zjednoczenia miasta: "Jerozolima pozbawiona Żydów była smutna i żałosna, a państwo Izrael bez Żydów było niczym opuszczone.
Piosenka nadal wzbudza kontrowersje polityczne. Jeden z członków Knessetu miał ponoć zamiar wystąpić z propozycją zastąpienia nią hymnu narodowego. Powstała też nawet kontestująca wersja utworu "Jerozolima żelaza, ołowiu i przygnębienia". Jej autor w 1997 roku powiedział, że jego protestsong był błędem, opisywał doświadczenie jednego plutonu i powstał jako efekt "walki, szoku i whisky".
"Jerusalem of Gold" została wybrana "Piosenką Roku", Natan wygrała nagrodę "Kinnor David". Autorka i wykonawczyni podróżowały po świecie i promowały ją wśród różnych środowisk. "Jerusalem of Gold" ma swoje miejsce w historii Izraela. Jest określana mianem drugiej po "Ha-Tikvah" - hymnie narodowym. Została przetłumaczona na dziesiątki języków i wykonywana przez niezliczone rzesze artystów z całego świata. Odkąd zaczęto ją postrzegać jako symbol narodowy, pojawiała się w filmach, czy zajmowała zaszczytne miejsce podczas oficjalnych imprez państwowych.
Górskie powietrze jest jak wino,
W zapachu sosny wiatr,
Z poranną zorzą właśnie spłynął
W błyszczących dzwonów świat.
Uśpione drzewa i kamienie
Wokoło kłęby chmur
Miasto samotne na wzniesieniu
A w jego sercu mur.
Yerushalaim shel zahav,
Gdzie z brązem światło w pełni barw.
Ja życiem swym wyśpiewać
Twe pieśni chcę.
Wyschłe cysterny jęczą cicho,
Na pustym rynku kurz.
Ulice ciągną się po nicość
Świątyni nie ma tu.
Daleko w górach dzikie licho
Uprawia harce złe,
A słynna droga do Jerycho
Jak Morze martwa jest.
Yerushalaim shel zahav,
Gdzie z brązem światło w pełni barw.
Ja życiem swym wyśpiewać
Twe pieśni chcę.
A kiedy staję w twoich progach
By hymny, pieśni grać,
To mnie ogarnia dziwna trwoga,
Bo kimże jestem ja?
Twe imię pokololenia zdobi
Odkąd się począł czas.
Nie dasz zapomnieć mi o tobie,
Twe złoto – blasków blask.
Yerushalaim shel zahav,
Gdzie z brązem światło w pełni barw.
Ja życiem swym wyśpiewać
Twe pieśni chcę.
Wróciła woda w twe cysterny,
Na rynek wrócił lud,
W róg zadął znowu kapłan wierny,
Życiem zatętnił gród.
Jaskinie w słońcu błyszczą barwne
Zniknął gdzieś ciężki kurz
Schodzimy znów nad Morze Martwe
Jerycha drogą wzdłuż.
Yerushalaim shel zahav,
Gdzie z brązem światło w pełni barw.
Ja życiem swym wyśpiewać
Twe pieśni chcę.

-Bacz, co byś się w gacie nie posrał. A co to on - diabeł?
Ktoś odłączył się od gromady. Kołtun zaklął z cicha.
-Nagroda za niego jest, słyszeliśta? Dwa tysiące czerwonych daje pan starosta Krasicki. Wiedzieliście tyle złota naraz, psiejuchy?
-Dwa tysiące? Boże Miłościw. To ile to by za to rzepy było! - rzekł przygłupi Chochoł, który służył w stajni u Jankiela za miskę strawy i znoszony przyodziewek. Pochylił drewniane widły i nasunął mocniej na oczy futrzaną czapę.
-Rzepy? Do końca życia słoninę żreć będziesz, kpie!
-A ja wam mówię - czart to prawdziwy. Oczy jak u leszego płonące, pazury jak u brukołaka...
-Bacz ty pod nogi, czyś se łapci nie ojszczał - zadrwił Kołtun. -Sprawdź, czy ci do chałupy nie hycnął i twojej Jadźki nie swadźbi! W łeb walić, powiadam, ile wlezie. Czart, czy nie czart, ale przecie człowiek. A jak na ziemię padnie, to sprawdzić, czy żyje i wraz w łyka wiązać! A ty, Janko, ode drzwi odstąp, bo tchórzy nam nie trza. Sami się nagrodą podzielim.
-Tisza! - syknął Iwaszko. -Baczcie, czy Jankiel znak daje.
-Powiadałeś, Żydu, że nagroda jest za jego głowę! - tokował Kołtun. -Mówiłeś, że dwa tysiące czerwonych daje za niego pan starosta Krasicki. To płać teraz! A nagrodę sobie w Krasiczynie odbierzesz!
-Aj waj! To dla mnie ziaden intehes. Ziadna zysk! Sama sthata - biadał Jankiel.
-Bieri szlachtycza, parchu - mruknął Iwaszko po rusku i zasadził palce za pas. - Łem hroszi nam za neho dawaj.
Żyd rozejrzał się stropiony, szukając sprzymierzeńców.
-Wyśta się szlachcica nie bali - wyszeptał. - Tyś sam, Kołtun, gadał, że go za łeb weźmiesz, a jak sobie gorzałki popijesz, to ci i diabeł i brukołaki nie sthaszne. To wy go sobie tehaz zabiehajcie! Ot, mądre się znaleźli. Szlachcicowi w łeb dali, a jak co, to wsiśtko na Żida! Bo Zidy wsiśtkiemu winne. A my prziecie ziadne Turki. Ziadne Tatary, ale wasi stharsi bracia w wiezie.
-Powoli, powoli. Nie spiehajcie się ludzie. Jest i na to rada - zagadał Berek z Tyczyna, Żyd z pejsami zaplecionymi w warkoczyki, zwany Tyczyńskim lub Umnym, gdyż pisywał regestra celne w Cisnej. - Tzieba odstawić Białoskórskiego do Krasiczyna. Do pana starosty dolińskiego. Zresztą i do Psiemyśla wystarczy.
-A kto pojedzie? - zagadał Jankiel do Kołtuna i Iwaszki. - Ho, ho, coś mało widzę ochotników. A mozie, ja, Źid, mam to ucinić? Bo kunieć kunciów wsiśtko zawsie na Żidów spada!
-Hejże, Kołtun! - rzekł Berek z Tyczyna - tyżeś to gadał, aj waj, żeś rezun i zbytnik. Tyzieś pierwsi za siekierę złapał. To bierz ślachcica. Twój on i w prawie.
-Bierz, bierz - dorzucił Chochoł, spoglądający chytrze spod baraniej czapy nasuniętej na oczy. -On twój i nagroda twoja. A ja zostanę i koniem się panicza zajmiem. A takoż i ochędóstwo i sakiewkę wezmę. Żal dać przepadać dobru.
-Weźmiesz, ale kopa w rzyć! - warknął Kołtun. -Wy *** syny! Wy chłopy, gównem w srakę chlastani! Dobro brać toście pierwsi, ale łba nadstawić, to nie lza! Weźmiecie dobytek pana, a mnie wyprawicie do grodu, co by mnie Białoskórski na gościńcu udusił! Wara, powiadam! Wara ode mnie. A jak wam źle, to wychodźcie, po kawalersku, na kłonice.






Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości