Izbica Kujawska Online -- www.izbica-kujawska.com


Poczta

Chcesz mieć pocztę
w adresie
@izbica-kujawska.com
za darmo?

DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ !


Ostatnio na FORUM

Re: Imprezki w Mchówku...:D
autor: Krzysiek064
data: 08.09.2010
godzina: 17:22
Re: Dożynki
autor: Wxyz
data: 06.09.2010
godzina: 23:29
Re: wedkarstwo p.z.w kolo terenowe w izbicy kuj
autor: Cezar
data: 03.09.2010
godzina: 16:02
Re: Kol-Net nowy internet radiowy
autor: Zapol
data: 03.09.2010
godzina: 08:43
Re: Kol-Net nowy internet radiowy
autor: Mendel
data: 02.09.2010
godzina: 14:15

Interesują Cię sprawy Izbicy (...i nie tylko)?

Zabierz głos na
FORUM IZBICA !!!


Wyszukiwarka




w serwisie w Google

Dziennik
Dziś
Imieniny:

Sonda
Jak ocenisz upływającą kadencję Bogdana Sadowskiego, burmistrza GiM Izbica Kujawska? (1-niedostatecznie, 6-wzorowo)
 1
 2
 3
 4
 5
 6
Wyniki
IM Sonda v1.5

Księga Gości
Zostaw po sobie ślad!

Wpisz się !

Przeglądaj


Ogłoszenia
OGŁOSZENIA

Każdy ma możliwość zamieszczania darmowych ogłoszeń na stronie. Zarejestruj się !


[Rejestracja]
[Ogłoszenia]


Polecamy !!!

Izbica do 1945r.

Miasto w latach 1945-89

Izbica obecnie

Dawne uroczystości

Organizacje

Mieszkańcy

Prace budowlane

Okolicznościowe

Pocztówki

Z lotu ptaka

Panoramy 360o

Panoramy 180o

Mapy

Znane osoby

Zabytki

Okolice


 
www.izbica-kujawska.com - Strona Główna

Witamy wszystkich na pierwszej, nieoficjalnej stronie poświęconej w całości gminie i miastu Izbica Kujawska. Jest to urocze, niewielkie miasteczko o ponad 600 - letniej historii. Mamy nadzieję, iż strona zachęci Państwa do odwiedzenia naszej miejscowości. Zapraszamy !!!


WIADOMOŚCI


Obchody rocznicy zbrodni katyńskiej w Izbicy Kujawskiej

Dodał: Błażej Nowicki, dnia 09.04.2010, 19:43

Mija właśnie 70. rocznica zbrodni katyńskiej. Przypomnijmy, iż na wiosnę 1940 r. na mocy decyzji Biura Politycznego Wszechzwiązkowej Partii Komunistycznej (Bolszewików) NKWD wymordowało kilkanaście tysięcy polskich obywateli. W przeważającej części ofiarami byli Oficerowie Wojska Polskiego. Akt ludobójstwa przez lata był tuszowany i fałszowany przez władze PRL, pod naciskiem ZSRR. Dopiero zmiany ustrojowe spowodowały, iż możemy dziś otwarcie mówić o tragicznych losach naszych obywateli, stanowiących wówczas kwiat inteligencji polskiej.

Aby uczcić pamięć pomordowanych oficerów w Katyniu, już w najbliższą niedzielę, tj. 11 kwietnia o godz. 12.00 w kościele pw. NMP w Izbicy Kujawskiej odprawiona zostanie msza święta w intencji pomordowanych. Przed pomnikiem na Placu Wolności wystąpi zespół folklorystyczny "Dębowiacy" z Sompolna. Uroczystość organizują Prezes Związku Kombatantów ZBOWiD oraz Burmistrz Gminy i Miasta Izbica Kujawska.


komentarze [33]



[skomentuj] [wróć do newsów]

70 lat temu Biuro Polityczne KC WKP(b), czyli faktycznego ośrodka władzy młodego komunistycznego państwa „miłującego pokój”, w dniu 5 III 1940 r. podjęło nieludzką uchwałę nakazującą rozstrzelanie bez procesu (zatem i bez przesłuchań, bez obrony), bez zbierania dowodów jakiejkolwiek winy, bez informowania o zarzutach polskich jeńców z trzech obozów specjalnych w Katyniu, Starobielsku i Ostaszkowie, jak też więźniów NKWD na "zachodniej Białorusi" i "zachodniej Ukrainie" dlatego, że „wszyscy oni są zatwardziałymi i niepoprawnymi wrogami władzy sowieckiej”. Bolszewicy uznali, że ta specjalnie wyselekcjonowana spośród jeńców elita Wojska Polskiego, Policji, KOP, funkcjonariuszy wywiadu, Straży Więziennej, Straży Granicznej, jest śmiertelne niebezpieczna jako szkielet moralny i fundament intelektualny przyszłej zbrojnej opozycji.
Mówiąc obecnie „Zbrodnia Katyńska”, mamy na myśli mordy dokonywane przez Sowietów na Polakach w kwietniu i maju 1940 r. w Lesie Katyńskim (co najmniej 4421 oficerów i generałów WP), w specjalnie przygotowanych pomieszczeniach NKWD w Charkowie (co najmniej 3820 oficerów WP), Kalininie (obecnie Twerze, co najmniej 6314 policjantów), Kijowie i Mińsku (ponad 7000 „kontrrewolucjonistów”).
By dopełnić dzieła wymazywania elit polskich Sowieci na terenach zajętych w wyniku napaści 17 września 1939 r. wywieźli do Kazachstanu członków rodzin – 60 tys. kobiet, starców i dzieci, co było częścią większej wywózki na „nieludzką ziemię” zgotowanej przez NKWD Polakom na Kresach.


Świadectwo Józefa Mackiewicza
Jednym z najbardziej obrazowych opisów miejsca mordu i pochówku polskich oficerów w Lesie Katyńskim, jest relacja Mackiewicza, który za zgodą polskich władz podziemnych był świadkiem ekshumacji w 1943 r.: „Jeden, dwa, trzy trupy ludzkie robią już ciężkie i przygniatające wrażenie. Proszę sobie wyobrazić ich tysiące, tysiące, i wszystkie w mundurach oficerów polskich... Kwiat inteligencji, rycerstwo Narodu! Tworzą warstwy w głąb, warstwy ciał ludzkich jedne na drugich. W tej okropnej chwili przychodzi mi straszliwe porównanie ich do wielkiej skrzyni sardynek. Ułożone są jak sardynki, przekładane nawzajem to nogami, to głową, sprasowane, spłaszczone w trupim soku, który na dnie niektórych dołów ustaje się nieraz w postaci zielonej, martwej cieczy, nie odbijającej ani wierzchołków drzew, ani obłoków na niebie. Obnażyliśmy głowy i stali nieruchomo, jakieś ptaszki ćwierkały na sośnie. Deszcz akurat przestał padać, błogosławiony wiatr odegnał na przeciwną stronę grobu odurzający swąd [...].
Znaczna część skrępowana była sznurami, niektórzy pokłuci bagnetami [...]. Właśnie stawiających opór, jak to wykazały badania, krępowano. Widziałem ten charakterystyczny węzeł [...] którąkolwiek bądź rękę poruszy delikwent, zaciska wszystkie więzy. Niektórym sznury założone były na szyi, w takim wypadku szarpnięcie skrępowaną ręką zaciskało jednocześnie pętlę na szyi i dusiło. [...] Również na kilka dni przed moim przybyciem dokonano wstrząsającego odkrycia, o którym doprawdy mówić można tylko przez zaciśnięte zęby: oto w jednym z dołów znaleziono warstwy oficerów, których kładziono żywcem twarzami na dół na poprzednio już zabite warstwy albo jeszcze drgające w konwulsjach przedśmiertnych, i strzelano ich w pozycji leżącej”.

2 życia z 22 tysięcy
Sowieci nie oszczędzili jedynej kobiety, która była w kozielskim obozie – ppor. Janiny Lewandowskiej. Była pilotem (miała ukończone kursy: samolotowy, szybowcowy, spadochroniarski), a także pierwszą kobietą w Europie, która skoczyła ze spadochronem z wysokości 5000 metrów. We wrześniu 1939 r., trzy miesiące po swoim ślubie, zgłosiła się wraz ze swoim ukochanym do wojska. Została zastrzelona najprawdopodobniej w dniu swoich urodzin. Jej czaszkę prof. Popielski kilkadziesiąt lat ukrywał przed bezpieką „polską” i sowiecką, co ujawnił dopiero przed swoją śmiercią w 1997 r. Po identyfikacji czaszkę z honorami wojskowymi pochowano w 2005 r.
Wśród kilku tysięcy oficerów WP był mjr Leon Jan Panczakiewicz. Jak wielu polskich wojskowych tamtego czasu miał piękny życiorys: mając 18 lat zgłosił się na ochotnika do Legionów Polskich (1915), walczył w wojnie polsko-bolszewickiej (1918-1921), później służył w 3 Pułku Szwoleżerów, a tuż przez wojną pracował w Ministerstwie Spraw Wojskowych w Warszawie. Ten kawalerzysta, jak blisko 3820 innych oficerów ze Starobielska, został zastrzelony w siedzibie zarządu NKWD w Charkowie, dołączając tym samym do niebiańskiego Legionu Katyńskiego. Żona, córka i syn jeszcze po wojnie czekali na powrót męża i taty.

Generał za 50 tys. czaszek
Jeden z „wybitniejszych” sowieckich egzekutorów mjr Wasilij Błochin doskonalił metody likwidacji ofiar, wybierając odpowiednią broń (Walther) i pokazując towarzyszom zbrodni, że nie trzeba strzelać „bandytom” w potylicę, lecz należy trafić kulą między kręgi szczytowy i obrotowy kręgosłupa szyjnego, co spowoduje natychmiastową śmierć i niewielki wypływ krwi – jak wiadomo, duża ilość krwi wypływająca z ran sprawia wiele kłopotu, bo trzeba sprzątać celę, egzekucja się opóźnia, a tu jeszcze trzeba przed świtem zakończyć rozwałkę 250 „szpiegów” i to tak fachowo, by do momentu kiedy „skazany” nie zostanie chwycony za ręce, nie przypuszczał, że trafia przed oblicze kata i klepsydra jego życia ma już tylko kilka sekund do przesypania.
Błochin nim schodził do piwnic w gmachu NKWD w Kalininie, by likwidować „szpiegów” z Polski, wdziewał swój skórzany katowski strój: pilotkę, długi brązowy fartuch, długie rękawice, wysokie buty i szoferskie gogle. Jego widok budził dreszcze nawet u kolegów z „firmy”. W czasie swojej kariery ten czekista zastrzelił podobno ok. 50 tys. ludzi (fach zdobywał od 1924 r. i doskonalił do 1953 r.), za co dosłużył się stopnia generalskiego.



„Pieczęć Szatana”
Adam Macedoński w czasach PRL w 1978 r. był twórcą Instytutu Katyńskiego w Krakowie. Wtedy wymagało to wielkiej odwagi i takich ludzi w latach 70. XX w. było niewielu. Dodać trzeba, że ten krakowski desperado występował pod prawdziwym nazwiskiem w wydawanych przez siebie publikacjach z podaniem własnego adresu zamieszkania (!). Instytut wydawał „Biuletyny Katyńskie” (oczywiście w „podziemiu”). Po wojnie nie wolno było nawet czcić Pomordowanych, nie wolno było o tym publicznie mówić, przy symbolicznych krzyżach na niektórych cmentarzach ubecja, czyli "nieznani sprawcy" kradli kwiaty, znicze, i usuwali nierzadko same krzyże. Niektórzy księża nie chcieli odprawiać Mszy św. za ofiary bestialsko pozbawione życia w Katyniu (wtedy nie wiedziano, że były na terytorium Związku Sowieckiego inne miejsca mordu i ukrycia zwłok).
Ten strażnik pamięci Katynia uważa, że rtm. Czapski miał zupełną rację, kiedy nazwał Katyń „zbrodnią nad zbrodniami”, gdyż nie było jeszcze zbrodni o tylu cechach negatywnych. Macedoński dodał, że to „pieczęć Szatana”, czego jednym z przejawów jest fakt wcześniejszego wymordowania duchownych wszystkich wyznań tuż przed Bożym Narodzeniem w 1939 r. Przypomniał, że zbrodnia nieukarana i nieujawniona trwa nadal; „katynizm” demoralizuje demokrację (przez lata Zachód sam sobie sznurował usta w tej sprawie) i jest ciężarem, który nie pozwala czuć się bezpiecznie. Polska, jako ofiara „katynizmu”, czyli swego rodzaju nieprawdopodobnego natężenia łamania praw boskich i ludzkich, powinna ostrzegać świat przed tym zagrożeniem.
Gustaw Herling-Grudziński napisał, że nawet na tle milionowych zbrodni Katyń nie zblednie nigdy, gdyż jest dowodem, że system totalitarny jest zbrodniczy w całości, nie dopuszcza żadnej szczeliny w swoim „wszystko wolno”. Józef Mackiewicz wspomniał o zagładzie katyńskiej jako „zbrodni, o której pokoleniom zapomnieć nie będzie wolno”. I dopóki ta pamięć istnieje – miejmy nadzieję, że „gwoździe pamięci” nie wyparują w którymś pokoleniu – będzie można upominać się o sprawiedliwość dla Pomordowanych.


Bitwa o Prawdę
Główna Prokuratura Wojskowa Federacji Rosyjskiej we wrześniu 2004 r. umorzyła 14-letnie śledztwo ws. Zbrodni Katyńskiej. Uzasadnienie do dziś pozostaje tajne, strona polska nie może się z nim zapoznać, bo ujawnienie go „może zagrozić bezpieczeństwu państwowemu” (!), co wskazuje na pewną ciągłość państwa komunistycznego w niby demokratycznej FR. Utajniono 116 tomów akt, skrywając zbrodnię za klauzulą tajemnicy państwowej; 67 tomów, które nie są otulone pancerzem szatańskiej tajemnicy, i tak jest bezużyteczne, bo polscy prokuratorzy nie mogą sporządzić uwierzytelnionych kopii dla celów dowodowych.
Zdaniem prokuratorów rosyjskich (czytaj: władz Rosji) zbrodnia katyńska nie jest w żadnym wypadku ludobójstwem, nie jest zbrodnią wojenną (choć w procesie norymberskim w 1946 r. bolszewicy przypisując ten mord hitlerowcom nazywali go zbrodnią przeciw ludzkości, a w 1994 r. uczciwy rosyjski prokurator Anatolij Jabłokow stwierdził, zamykając śledztwo z powodu śmierci winnych, że władze ZSRS i NKWD są winne ludobójstwa Polaków – niedługo później zanegowano tę decyzję i odsunięto go od śledztwa). W końcu Zbrodnia Katyńska nie jest też w oczach GPW represją polityczną – to po prostu czyn kryminalny popełniony wskutek „nadużycia władzy”, który dawno temu się przedawnił, a w ogóle to część Polaków mogła być dywersantami, szpiegami, więc nie byli tam sami niewinni.
Jeśli przez pół wieku Związek Sowiecki utrzymywał, że zbrodnię popełnili faszyści (naziści), to ile lat FR będzie uważać, że było to „jedynie” przestępstwo pospolite? W propagandę rosyjską wpisał się niesławnie też w 2009 r. jeden z Wicemarszałków Sejmu Rzeczypospolitej, który publicznie negował określenie Zbrodni Katyńskiej mianem ludobójstwa. Te lekko rzucone twierdzenia pozostają w sprzeczności z kwalifikacją prawnokarną poczynioną i obszernie uzasadnioną przez prokuratorów z Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu, którzy w listopadzie 2004 r. wszczęli śledztwo ws. masowych zabójstw przez rozstrzelanie nie mniej niż 21768 obywateli polskich. W postanowieniu jednoznacznie stwierdzono, że Zbrodnia Katyńska jest zbrodnią wojenną oraz zbrodnią przeciwko ludzkości w jej najcięższej postaci – ludobójstwa. (Po szczegóły odsyłam do woluminu z serii „Materiały pomocnicze IPN”, t. 2, „Zbrodnie przeszłości. Opracowania i materiały prokuratorów IPN. Ludobójstwo”, red. R. Ignatiew i A. Kura, Warszawa 2008; dostępny: ipn.gov.pl/download.php?s=1&id=19295).
Zbrodnia Katyńska więc nie tyle trwa, co kwitnie, pozostając strzeżoną tajemnicą potężniejszą, jak się zdaje, niż tajemnice chroniące nuklearny arsenał FR.



Kagiebowskie maski i parawany
Legion Katyński czeka cierpliwie na złamanie tej „pieczęci”, obserwując jak na ziemskim padole wciąż rozgrywa się spektakl zamazywania istoty rzeczy, tym razem pierwsze skrzypce gra były szef FSB (służby będącej następczynią KGB i NKWD, czyli formacji dokonującej zbrodni), pełniący obecnie obowiązku premiera FR. On i podległe mu służby czynią wszystko, by Zbrodnia Katyńska utonęła w medialnym wirze manipulacji i dezinformacji. Jakiś mądry człowiek powiedział kiedyś, że trzeba zrobić bardzo dużo, by nic się nie zmieniło. I sprawa ludobójstwa sowieckiego na Polakach w Katyniu jest wręcz modelowym ucieleśnieniem tego twierdzenia. Prawdziwa twarz władz FR to kontynuacja polityki sowieckiej, polegającej na bardzo dużym natężeniu złej woli użytej do zamazywania przed światową opinią odpowiedzialności za akt ludobójstwa i zbrodnię wojenną.
Maski pseudohumanizmu, quasi-woli rozliczenia z przeszłością, niby chęci ujawnienia prawdy zdziera z oblicza władz Rosji treść odpowiedzi rządu FR udzielona 19 marca 2010 r. Europejskiemu Trybunałówi Praw Człowieka wskutek skargi złożonej w 2009 r. przez rodziny 13 Pomordowanych (ETPC zarejestrował także ostatnio kolejną, trzecią skargę Rodzin Katyńskich, krewnych 21 Pomordowanych, wysłaną 5 marca 2010 r.; pierwszą złożono w 2007 r. w imieniu krewnych 2 Zamordowanych).
Szczytem chytrej bizantyńskiej operacji putinowców-kagiebowców jest zaproszenie polskiego premiera na Polski Cmentarz Wojenny w Katyniu (miejsce chronione prawem międzynarodowym) i odegranie spektaklu, któremu bije brawo medialna orkiestra i chór polskich pożytecznych polityków, przy równoczesnej odpowiedzi władz FR dla ETPC w Strasburgu, w której na 17 stronach pisma ani razu nie użyto słów „zbrodnia” czy „mord”. Za to napisano tam o „sprawie” lub „zdarzeniu katyńskim”. Rehabilitacja zamordowanych nie jest w nim przewidywana, gdyż nie udało się potwierdzić okoliczności schwytania polskich oficerów, charakteru postawionych im zarzutów i tego, czy je udowodniono. Nie ma nawet pewności – jak uważa serio rosyjski rząd – czy Polaków rozstrzelano (sic!!!).
Jedynie ujawnienie wszystkich akt kilkunastoletniego śledztwa prowadzonego przez Główną Prokuraturę Wojskową FR może poświadczyć o jakimś stopniu dobrej woli władców Rosji. Już prawie 6 lat temu deklarowano udostępnienie wszystkich akt (ponad 180 tomów). Jednak krótko potem większość materiałów śledztwa utajniono, jak również utajniono uzasadnienie postanowienia rosyjskiej prokuratury o umorzeniu śledztwa (właściwie ten dokument trzeba traktować jako postanowienie FSB wydane „ustami” GPW).


Stan ten trwa do dziś. IPN-KŚZpNP od października 2009 r. czeka na odpowiedź na kolejny wniosek w tej sprawie, choć na Westerplatte we wrześniu 2009 r. padały ze strony rosyjskiej kolejne deklaracje o pokazaniu archiwów. Ireneusz Kamiński, pełnomocnik rodzin 13 Pomordowanych stwierdził, że z rosyjskiej odpowiedzi ws. skargi katyńskiej wynika, że Rosjanie nie wiedzą co się stało wiosną 1940 r. w Katyniu.
Rząd FR rozstawia kolejne parawany kłamstwa, powracając w 2010 r. do stanu sprzed 1990 r., kiedy to negowano podstawowe fakty dotyczące Zbrodni Katyńskiej.
Kagiebowski teatr trwa.


Grzegorz Hajduk
pierwodruk części tekstu: „Wzrastanie”, marzec 2010 r.

Ptasiek 09.04.2010, 21:01


Jakimś chichotem historii jest tragedia jaka miała miejsce w lesie smoleńskim, w przedsionku Katynia, miejscu bestialskiej kaźni tysięcy Polaków.
Prawdziwych Polaków.
Teraz wszyscy okrywają się czarnymi szatami na znak żałoby, teraz media tak pięknie mówią o jednym z największych polaków w dziejach uznając jego cechy osobowe za wyjątkowe.
Może czas aby pokłonić się i przeprosić za wszystkie obelgi kierowane do naszego wielkiego patryjoty.
Tylko czy potrafimy?

Nasuwa mi się tylko jeszcze jedno stwierdzenie:
Jak i dziś tak i 70 lat temu zamordowani zostali wybitni przedstawiciele klasy politycznej. Ludzie których celem podstawowym była obrona najjaśniejszej Rzeczpospolitej. Wczoraj i dziś armia Boga została powiększona o najbardziej znakomitych ludzi jacy stawiali kroki po polskiej ziemi a ziemia katyńska stała się krwawymi wrotami do bram raju. Wrota te niestety zostały po raz kolejny otwarte przez towarzyszy, teraz tak pięknie grający swoje role w największym spektaklu od 70 lat.

Jak ta śmierć wpłynie na nas, co w nas zmieni, co nam przyniesie, czy nie będzie chwilą, uniesieniem i czy później nie spadniemy ponownie w czeluść egoizmu. Jakieś pozytywne aspekty dało się już zauważyć.Pozamykane w tą wyjątkową niedzielę centra handlowe, markety, butiki....jakiś taki większy spokój na ulicach,jakoś tak inaczej się zrobiło.
Duża część społeczeństwa to zrozumiała, wielu przyłączyło sie do żałoby narodowej, ale wielu tez(jak pokazuje nasze niewielkie miasteczko) pokpiło sprawę.
Nawet tam gdzie do niedawna wisiał bilbord przedwyborczy zachęcający do głosowania na przedstawiciela partii z której wywodził się nasz szanowny pan prezydent!!!! Widać wielcy tego świata potrafią się zatrzymać choć na ten jeden dzień. Ci mali, zapatrzeni w sprawy materialne, niestety zatrzymać się nie chcą!!!
albo też nie potrafią.

Ziemia 10 kwietnia zatrzęsła się w posadach ale jaki widać nie przestała się obracać, tak wiec drodzy przyjaciele nie pozwólmy by ta śmierć poszła na marne i na tej stronie internatowej poświećmy kilka minut na wspomnienie nie tylko po głowie państwa ale również o innych ofiarach ziemi smoleńskiej.


Jaś który został Janem 12.04.2010, 12:08


Ziemia Smoleńska (dziś obwód Mohylewski na Białorusi), ale od Smoleńska w sumie niedaleko piła też krew setek naszych żółnierzy pod Lenino i Trygubową. Żołnierzy posłanych na "zwiad walką". To byli tacy sami dobrzy Polacy, którzy poprzez armię chcieli wrócić do ojczyzny z zsyłki i tułaczki.

:P 12.04.2010, 21:46


Ziemia Smoleńska (dziś obwód Mohylewski na Białorusi), ale od Smoleńska w sumie niedaleko piła też krew setek naszych żółnierzy pod Lenino i Trygubową. Żołnierzy posłanych na "zwiad walką". To byli tacy sami dobrzy Polacy, którzy poprzez armię chcieli wrócić do ojczyzny z zsyłki i tułaczki.

:P 12.04.2010, 21:47


Szkoda ze administrator tej strony nie zamieścił choć jednej małej notki na temat tragicznej śmierci prezydenta.
Szkoda ze nie ma nawet małej czarnej wstążki.

Kex 13.04.2010, 23:24


W pustej sejmowej ławie, obok żałobnej fotografii obsypanej kwiatami siedzi smutny staruszek. Ma na sobie niemodny garnitur, płaszczyk i krzywo zawiązany krawat. Jest całkiem siwiutki i smutny. Osiwiał niedawno. Podobno brat mu umarł, a jakby tego było mało, jego stara matka leży w szpitalu i pewnie niedługo także umrze. Nie uwierzycie, ale ten starszy pan to najgroźniejszy, najbardziej bezwzględny i twardy polityk od czasów Fryderyka Wielkiego. Jest powszechnie nienawidzony, a także – co zrozumiałe - wzbudza lęk. Ten zagubiony w wielkiej sali dziadunio jest już zupełnie sam. Na świecie nie został mu nikt z kim mógłby wymienić najważniejsze i najcenniejsze myśli. Nie ufa nikomu, bo taki wybrał sobie zawód. Niełatwo jest być politykiem.

Najgorsze jest jednak to, że nikt temu staruszkowi nie współczuje, nikt nie mówi – mój Boże – panie Jarosławie! Taka tragedia, stracił pan brata! Wszyscy zastanawiają się co też może on jeszcze zrobić. Lęk przed nim jest wielki, choć maleje z dnia na dzień. Pan Jarosław ma przecież już sześćdziesiąt lat. To dobry wiek, by okazać nieco łagodności. A jednak boją się. Mimo, że starszy pan nie jest ani wysoki, ani silny, ani bogaty. Nie ma nawet konta w banku i nie posiada prawa jazdy. Do niedawna próbowano drwić zeń z tych powodów. Dziś już nikt tego nie robi. Niepokój przytłacza wszystko. Przede wszystkim nie wiadomo co on powie nad trumną zmarłego brata, w przytomności milionów ludzi dających wyraz sympatii dla niego i jego rodziny. Pewnie będą próbowali nie dopuścić go do głosu. To się jednak nie uda. On musi coś powiedzieć.

Samotność tego człowieka musi być straszna. Nie umiem jej sobie wyobrazić, ponieważ ja od dzieciństwa żyję w samotności i potrzebę wymiany myśli ograniczyłem w sobie bardzo mocno. On, choć wydaje się człowiekiem milczącym i dyskretny musiał przegadać ze swoim bratem długie godziny, musiał mówić mu o wszystkim. I co teraz?

Oni wiedzą, że samotność jest najgorsza, że może nawet zabić. Wiedzą i zacierają ręce. Nie ma bowiem współczucia dla prezesa Kaczyńskiego. Nie ma bo lęk przed nim był tak ogromny, że dziś trudno się zeń wyzwolić. I w ogóle najlepiej byłoby, żeby on także umarł. Ale on żyje. Jest stary, zmęczony, chory od cierpienia, ale żyje. Tyle razy ogłaszano go już politycznym trupem, a on tyle razy podnosił się z upadku, że dziś wszyscy ci heroldowie cywilnej śmierci boją się zagrać żałobną melodię. Czekają. Gdybyśmy żyli w mniej cywilizowanych czasach na pewno próbowano by go zabić. Nie może być co do tego żadnych wątpliwości. Dziś jednak, kiedy świat cały przebędzie na pogrzeb jego brata, a ludzie – nazywani przez niektórych bydłem – pokażą kto był ich politycznym faworytem - dziś nie wypada.

My nie możemy czekać. Nie możemy, ponieważ taki polityk, jak pan Jarosław nie zdarzy się Polsce przez następne pięćdziesiąt lat. Mamy nieurodzaj politycznych głów, dlatego musimy powiedzieć im wszystkim, że teraz to my, my wszyscy, którzy szczerze opłakujemy jego brata bliźniaka będziemy jego powiernikiem. Wiem, że nie da się pogadać z tłumem, wiem, że patos jest źle widziany, ale kiedyż mam znaleźć na niego miejsce, jeśli nie w godzinie śmierci i żałoby?

Nie wiem, jakie decyzje podejmie ten smutny staruszek, wiem jednak że nie odejdzie z polityki. To nie jest bowiem zabawa i on akurat nie może być emerytem. Nie pozwolą mu. Choć właściwie powinni, bo to jedyny sposób, by Jarosław Kaczyński nie został bohaterem narodowym. Jego śmierć, nie mówiąc o sukcesie politycznym będzie zwycięstwem. Oni już to wiedzą i niedługo zaczną bać się jeszcze bardziej. Przeczuwają to i płaczą w telewizji i nad trumną. Nie wierzcie, że kiedy są niewidoczni dla kamer zaczynają śmiać się i szydzić. Nie czas na to. Nie pora. Jarosław Kaczyński doszedł do takiego punktu za którym jest już tylko gloria. Nie jest mu pewnie dobrze z tą świadomością, ale przecież musiał wiedzieć, jak to się skończy. Jest w końcu najwybitniejszym polskim politykiem.

Ptasiek 16.04.2010, 21:31


Taka tragedia nie powinna się wydarzyć,bardzo współczuję rodzinom tych co zginęli. Co będzie dalej?? Miała być polityka miłości a będzie polityka litości?Z tym ,,staruszkiem,, to przesada.Pan Jarosław jest w kwiecie wieku.

Kaśka 17.04.2010, 21:24


Dosłownie przed minutami dowiedziałem się że rezygnuje z polityki. Jeszcze nie mam potwierdzenia telefonicznego. wskazuje wiadomość która do mnie dotarła, że jego miejsce z woli p Jarosława obejmuje Lipiński.

Ptasiek 18.04.2010, 23:28


wg USA Today", 15-04-2010 11:35 Prezydencki Tupolew był wyposażony w urządzenie zabezpieczające, które ostrzega pilotów przed nadmiernym zbliżeniem się do ziemi. Ten fakt pogłębia tylko tajemnicę upadku i eksplozji samolotu z Lechem Kaczyńskim - pisze "USA Today". Na zagadkowość katastrofy zwrócił uwagę dwa dni temu John Hamby, rzecznik Universal Avionics Systems of Tucson - producenta urządzenia, zwanego Terrain Awareness and Warning System (TAWS). TAWS zawiera skomputeryzowane mapy świata i ostrzega pilotów za każdym razem, gdy za bardzo zbliżą się do szczytu, wieży radiowej lub innej przeszkody - a także w przypadku zbyt małej odległości do ziemi. To bowiem właśnie kłopoty przy lądowaniu są najczęstszą przyczyną wypadków samolotowych. Od 2005 r. urządzenia TAWS są obowiązkowo montowane we wszystkich nowo wyprodukowanych samolotach linii komercyjnych. Jeśli samolot jest na zbyt małej wysokości, TAWS reaguje głośnym sygnałem dźwiękowym. Dzięki temu doprowadzono do całkowitego wyeliminowania katastrof lotniczych przy lądowaniu. Wystarczy powiedzieć, że od końca lat 90., gdy zaczęto montować TAWS w starych i nowych maszynach, ŻADEN samolot z tym systemem nie uległ katastrofie. Żaden - do 10 kwietnia 2010 r. Fakt, że prezydencki TU-154 miał zainstalowany TAWS, "stawia więcej pytań niż odpowiedzi" - stwierdził John Cox, konsultant ds. bezpieczeństwa i ekspert od wypadków. "Naprawdę chciałbym wiedzieć, co działo się na pokładzie, ponieważ niezależnie od tego, pod jaką presją byli piloci i z jakimi warunkami pogodowymi mieli do czynienia, nigdy żaden pilot nie zignorował ostrzeżenia TAWS. Czym różnił się ten samolot, że stało się inaczej?" - pyta Cox. Jedną z ewentualnych przyczyn - według Billa Vossa, prezesa Fundacji Bezpieczeństwa Lotów (Flight Safety Foundation) - może być niedokładność mapy Rosji w systemie TAWS. Ani rosyjscy, ani polscy śledczy badający sprawę katastrofy pod Smoleńskiem ani razu nie wspomnieli o systemie TAWS. Nie wiadomo też, czy z zapisu czarnych skrzynek udało się uzyskać informację o aktywności urządzenia. Ponadto jeszcze dodatkowych kilka pytań oraz faktów - co najmniej dziwnych: 1. Postawa Rosjan. Za bardzo czuła, zaangażowana, fałszywa? 2. Areszt dla kontrolera lotów - nikt go już ie widział. Rekwirowanie dziennikarzom kamer i nagrań 3. Chaos informacyjny (swego czasu główna broń KGB). Najpierw niby 4 kołowania, potem 2 a w końcu jedno. Tak samo z liczbą ofiar 4. Brak karetek na miejscu zdarzenia. Od razu wiedzieli, że nie warto? 5. Strzały z pistoletu na jedynym zachowanym, nie zarekwirowanym filmie przez FSB. Kto strzelał do kogo? Nie daj Boże do rannych ktoś 6. Mówiono o 3 osobach, które przetrwały katastrofę. Taka informacja musiała się skądś wziąć przecież! 7. Samolot przechylił się tuż przed lądowaniem w lewo? Atak serca? zdalna blokada steru? Skąd taki nagły ruch i zwrot tuż przed lądowaniem? 8. Szczątki samolotu dziwnie zniszczone. Kadłub cały i kokpit. Ale ciał pilotów nie ma. Środek natomiast wypalony w pył. 9. Samolot gdy upada - wywołuje gigantyczny pożar, jest chmura czarnego dymu, pali się paliwo. Tutaj nic, Przy próbie lądowania rozbity w pył i ledwo dwie blachy się tliły 10. W momencie feralnego lądowania w przestrzeni powietrznej niedaleko Smoleńska latały 2 samoloty - Białoruski i Rosyjski. Co tam robiły? Pilnowały? 11. Zła pogoda? Lotnisko zapasowe? A samolot poprzednią delegacją 30 minut wcześniej to miał inne warunki niby? 12. To Rosjanie jako pierwsi puścili w eter informacje o tym jakoby winę za wypadek ponosili piloci, nieznający rosyjskiego lub prezydent, bo ich zmuszał. Hmmm 13. Na pokładzie samoloty był szef polskich wojsk, Generał Gągor. Za kilka miesięcy miał zostać szefem wojsk NATO. Polak na czele wojsk NATO? Czy jest większa zniewaga dla Rosjan? 14. Na pokładzie był też szef wojsk specjalnych. Znający wszystkie tajemnice naszego wywiadu i kontrwywiadu wojskowego. I władający z nim. Zamach mógłby zrobić z nas chwilowo goły kraj 15. I na koniec fakt najczęściej wymieniany przez internautów, że kilka miesięcy temu samolot był w "remoncie" w Rosji. Hmmm Szanse zamachu oceniam co prawda na jakieś 10-20%, ale jedno mnie irytuje - jakim prawem prokuratura OD RAZU wykluczyła próbę zamachu? Przecież takie śledztwo się z biegu robi od razu po każdym wypadku lotniczym. A tym bardziej prezydenta. I to mi śmierdzi najmocniej. W momencie takim jak ten - w czasie destabilizacji - najlepiej sobie używają agenci GRU - wywiad wojskowy Rosji - bądźmy ostrożni. W Polsce może być zakonspirowanych nawet kilka tys agentów rosyjskich. Wszędzie. Więc będą próbowali ośmieszyć tego typu tezy. Im więcej takich ośmieszeń tym bedzie bardziej podejrzanie. p.s. smaczku dodaje fakt, że ostatnimi czasy Putin i Miedwiediew przestali za sobą przepadać i zaczynają się wzajemnie zwalczać

Znaleziono w sieci 19.04.2010, 12:46


http://bi.gazeta.pl/im/1/7786/m7786411.jpg

... 19.04.2010, 12:57


I jak Ptaśku z potwierdzeniem telefonicznym?

Ociec 19.04.2010, 14:50




Poniższy tekst jest autorstwa Łukasza Warzechy ukazał się na Salon24

„Zamach” - słowo tabu

10 kwietnia był takim wstrząsem, że można częściowo zrozumieć, iż przez ostatni tydzień stosunkowo niewiele mówiło się o możliwych przyczynach katastrofy prezydenckiego samolotu. Pora zacząć domagać się odpowiedzi.

Na początek kilka uwag ogólnych. W przypadku każdej katastrofy lotniczej, a już z całą pewnością katastrofy, w której ginie wielu ważnych polityków, w tym znaczna część tych, którzy odpowiadali za prowadzenie określonej polityki zagranicznej wobec ościennego państwa, z którym stosunki bywają trudne, a które dalekie jest (wbrew bajaniom ministra spraw zagranicznych) od demokracji, normalne byłoby uznanie zamachu za jedną z podstawowych hipotez. Po katastrofie tupolewa słowo „zamach” zostało uznane za tabu.Nie wiem, czy którykolwiek z przedstawicieli władz użył go choćby raz w oficjalnej wypowiedzi, nawet po to, aby poinformować, że i to brane jest w śledztwie pod uwagę i że na obecnym etapie nie ma powodu, aby tę hipotezę uznać za prawdopodobną.

Niektórzy w gorącej wodzie kąpani zwolennicy Prezydenta Kaczyńskiego wydają się mieć już pewność, że zamach miał miejsce. Jego przeciwnicy z kolei a priori uznali, że na pewno mieliśmy do czynienia z wypadkiem; no, może jeszcze z niewielkim udziałem samego Lecha Kaczyńskiego, który na pewno zmuszał pilotów do lądowania. Obie postawy są nieracjonalne. Racjonalne i wskazane jest w tym momencie stawianie pytań, wyłapywanie wątpliwości i domaganie się odpowiedzi.

Uprawnia nas do tego nie tylko zasada, że zamach powinien być jedną z hipotez niejako z automatu, ale też czysto hipotetyczne rozważenie zysków i strat, jakie mogłyby dotyczyć potencjalnych sprawców. Polska, przez swoje zaangażowanie choćby w Afganistanie, może się teoretycznie stać celem klasycznych islamskich terrorystów i również tej hipotezy nie można wykluczać. Bardziej oczywista jest jednak hipoteza o jakiejś formie rosyjskiego udziału w katastrofie. Sceptycy lekceważąco stwierdzają, że Lech Kaczyński nie stanowił już żadnego zagrożenia dla ewentualnych planów rosyjskiej ekspansji (oczywiście nie militarnej, Rosja posługuje się innymi metodami), bo przecież jego kadencja dobiegała końca, szanse na ponowny wybór miał małe.

To myślenie nie uwzględnia kilku czynników. Po pierwsze – małe nie oznacza: żadne. Wynik wyborów nie był w żadnym stopniu rozstrzygnięty. Po drugie– wraz z prezydentem zginęła znaczna część jego współpracowników, ludzi, którzy mieli do odegrania w polskiej polityce znaczącą rolę, a podzielali poglądy Lecha Kaczyńskiego na politykę zagraniczną oraz innych uczestników polskiego życia publicznego, którzy z rosyjskiego punktu widzenia mogli być problematyczni. Po trzecie– na pokładzie miał być także Jarosław Kaczyński, który wycofał się w ostatniej chwili. Wszystko to wystarczyłoby jako odpowiedź na pytanie cui prodest.

Trzeba też pamiętać, że fizyczna likwidacja politycznych przeciwników – coś, co w naszych europejskich głowach może się dzisiaj nie mieścić – nie jest dla rosyjskich elit rządzących niczym niezwykłym. To wręcz część rosyjskiej tradycji politycznej. Mój znajomy powtórzył mi słowa pewnego eksperta od terroryzmu, którego spytał o katastrofę: „Zrób coś tak bezczelnego, żeby nikt nie uwierzył, że to ty zrobiłeś”. W Tu 154M wszyscy byli podani jak na tacy. Gdzieś w Moskwie mogło paść pytanie, czy wolno zmarnować taką okazję.

Ale nie idźmy od razu zbyt daleko. Możliwe są trzy stopnie rosyjskiego zaangażowania w katastrofę.

1.

Zwykłe niedbalstwo, bylejakość i lekceważenie. Samolot mógł się rozbić, bo kontroler na wieży mógł być pijany, a żarówki w lampach nie wkręcone.
2.

Nie chodziło o doprowadzenie do katastrofy, ale o utrudnienie Prezydentowi udziału w uroczystościach poprzez uniemożliwienie mu lądowania w Smoleńsku. Gdyby polscy piloci uznali, że nie mogą tam wylądować, Lech Kaczyński musiałby lecieć do Mińska lub Moskwy, tam musiałby zostać zorganizowany transport, trzeba by przejechać kilkaset kilometrów i cała ceremonia zostałaby rozwalona. Dodatkowo Janusz Palikot mógłby znowu kpić, że Lech Kaczyński nawet do Katynia nie potrafi zdążyć. Katastrofa byłaby zatem swoistym „wypadkiem przy pracy”.
3.

Chodziło o to, aby samolot się rozbił. Tu istnieją dwie możliwości: albo sprawa odbywała się za wiedzą najwyższych władz, albo była inicjatywą którejś ze zwalczających się frakcji w rosyjskiej elicie władzy, mającą potencjalnie zaszkodzić przeciwnikom być może bardziej niż Polsce.

Wśród wielbicieli teorii spiskowych krąży niestety całe mnóstwo kompletnie nieprawdopodobnych hipotez, które sprawiają, że łatwo wykpić tych, co stawiają zasadne pytania. Kwintesencją tej szkodliwej roboty jest legenda, jaką otoczony jest filmik, nakręcony telefonem komórkowym przez jakiegoś Rosjanina, który trafił na miejsce katastrofy prawdopodobnie kilka minut po niej. Także w Salonie24 pełno jest egzegez tego materiału. Gdyby im uwierzyć, trzeba by przyjąć, że po katastrofie część pasażerów przeżyła, była w stanie chodzić, a nawet dość donośnym głosem nakazywać sobie spokój, zaś po lesie dziarsko biegały oddziały rosyjskich morderców, strzałami z pistoletów, przy wielu świadkach (i kręcącym filmik), dobijając rannych. Egzegeci filmiku słyszą na nim błaganie „Nie zabijajcie nas!” oraz widzą machające lub czołgające się postacie.

W rzeczywistości filmik jest tak kiepskiej jakości, że usłyszeć można na nim i zobaczyć dosłownie wszystko, co się chce. Dopiero obróbka specjalistycznymi programami, którymi dysponują jedynie służby specjalne, mogłaby dać odpowiedź, czy widać na nim coś podejrzanego czy nie. Żaden zdrowo myślący sceptyk nie zobaczy tam nic niezwykłego. Polskie nawoływania to prawdopodobnie głosy delegacji z ambasadorem Bahrem na czele, a strzały to milicjanci, odstraszający gapiów. I tyle. Rosjanie zaś musieliby być niespełna rozumu, aby najpierw zadać sobie trud doprowadzenia do katastrofy, a potem wysyłać na miejsce, położone obok ruchliwej drogi, oddział siepaczy do dobijania rannych.

Apeluję więc o pozostawienie na boku teorii z dziedziny fantastyki, a zajęcie się pytaniami, które faktycznie budzą wątpliwości. Wiemy już raczej na pewno, że bezpośrednią przyczyną katastrofy był fakt, iż samolot znalazł się zbyt blisko ziemi. Pozostaje wyjaśnić, czemu się tak stało. Żadne z dotąd przedstawionych wytłumaczeń nie jest przekonujące. Początkowe zwalanie winy na mgłę nie przekonuje. Mieliśmy pilota, który lądował na tym lotnisku dwa dni wcześniej jako drugi, miał tysiące godzin doświadczenia, a sam samolot wyposażony był w dwa wysokościomierze i system TAWS, mierzący odległość od ziemi na podstawie zawartych w pamięci danych o ukształtowaniu terenu wokół lotnisk na całym świecie. Lotnisko w Smoleńsku też powinno tam być. TAWS jest tak skuteczny, że podobno od pięciu lat żaden wyposażony w niego samolot nie rozbił się przy lądowaniu.

Najnowsze wyjaśnienia strony rosyjskiej są kompletnie niedorzeczne. Mówią o tym, że pilot nie wziął pod uwagę specyficznych cech rosyjskiej maszyny. Kapitan samolotu prezydenta miał na nim wylatane dobrze ponad 1000 godzin. Piloci z rządowego pułku to najlepsi fachowcy w Polsce. Sugerowanie, że mogli nie znać zachowań kierowanej przez siebie maszyny jest niepoważne.

Poniżej umieszczam listę pytań, które budzą moje wątpliwości. Nie wykluczam, że część spośród nich ma całkiem racjonalne, przypadkowe wyjaśnienia, których nie znam m.in. dlatego, że wymagają specjalistycznej wiedzy, niemniej uważam, że na wszystkie powinniśmy uzyskać odpowiedź.

1.

Z jakiego powodu już kilkadziesiąt minut po katastrofie strona rosyjska zaczęła przedstawiać bardzo daleko idące tezy, dotyczące przebiegu wypadku, które następnie nie znalazły potwierdzenia (m.in. teza o pięciokrotnej próbie podejścia do lądowania)?
2.

Czy z punktu widzenia meteorologii wytłumaczalna jest sytuacja, w której mgła pojawia się nie rano, ale później, przy generalnie nie zmienionych warunkach? Mgły zwykle zalegają rano (czyli np. w porze lądowania jaka z dziennikarzami), a następnie ulegają rozproszeniu. Sytuacja odwrotna wydaje się niezwykła.
3.

Czy nad lotniskiem zalegała mgła czy też mieliśmy tylko do czynienia z niską podstawą chmur?
4.

Jaki był cel czterokrotnego okrążenia lotniska przez polskiego pilota? Tu istnieją bardzo rozbieżne wersje, włącznie z tym, że samolot zrzucał paliwo.
5.

Czy wiemy coś o działaniu systemów pomiaru wysokości w tupolewie?
6.

Jak wygląda elektroniczna mapa lotniska w Smoleńsku, zawarta w systemie TAWS?
7.

Jak wyglądała kwestia dostępu przedstawicieli RP do miejsca katastrofy? Jak szybko Polacy mogli włączyć się w prace nad zabezpieczeniem szczątków maszyny?
8.

Jak ścisła była kontrola strony polskiej nad tym, co robiła strona rosyjska na miejscu?
9.

Dlaczego polski rząd nie zaproponował powołania międzynarodowej komisji ds. zbadania katastrofy?
10.

Jakie jest wyjaśnienie kwestii dwóch „dodatkowych” ciał, znalezionych ma miejscu katastrofy (pisała o tym „Rzeczpospolita”)?
11.

Czy to prawda, że po wizytach Tuska i Putina została zdemontowana dodatkowa aparatura naprowadzająca? Jeśli tak, to dlaczego i czy mogłaby ona pomóc pilotowi prezydenckiego samolotu w lądowaniu?
12.

Dlaczego strona polska nie postawiła żądania, aby wszystkie odnalezione ciała zostały natychmiast przetransportowane do Polski, gdzie równie dobrze można by – przy współudziale rosyjskich śledczych – dokonać ich identyfikacji?
13.

W jakim zakresie przedstawiciele Polski mogli mieć kontrolę nad tym, jak przebiegało poszukiwanie ciał oraz nad tym, jaki był los tych już odnalezionych?
14.

Dlaczego nie było ani jednej sekcji zwłok?
15.

Andrzej Seremet stwierdził, że piloci mieli świadomość, iż samolot się rozbije, jakieś trzy do pięciu sekund przed katastrofą. Najnowsze informacje (dziś znów dementowane) mówią o tym, że „szum” z kabiny pasażerskiej narastał na nagraniu z czarnej skrzynki kilkadziesiąt sekund przed katastrofą, co może świadczyć o tym, że pasażerowie już wówczas mieli świadomość, iż coś przebiega nie tak. Co mogło spowodować taką reakcję kilkadziesiąt sekund przed rozbiciem się maszyny?
16.

Jak wytłumaczyć niespójne i rozbieżne wypowiedzi rosyjskiego kontrolera lotów ze Smoleńska na temat przebiegu lądowania?
17.

W jakim stopniu od komunikacji z wieżą zależał przebieg lądowania?
18.

Jakie są wnioski z analizy wspomnianego wyżej filmu (prokuratura miała go badać, rezultatów nie znamy do dziś).
19.

Jak ścisłą kontrolę strona polska sprawowała nad czarnymi skrzynkami? Czy hipotetycznie strona rosyjska mogła dokonywać w nich manipulacji? Dlaczego skrzynki trafiły do Moskwy, a nie do Warszawy?
20.

Jaki wpływ na przebieg śledztwa mogło mieć to, że na czele komisji stanął Władimir Putin? Czy to nie paraliżowało np. zgłaszania uwag przez stronę polską i czy nie oznaczało to upolitycznienia komisji? Czy to normalne, że na czele komisji ds. zbadania wypadku lotniczego staje premier państwa?
21.

Jak wyglądały procedury kontroli rządowych samolotów po wizytach remontowych w Rosji? Czy strona polska brała pod uwagę możliwość ingerencji w jakiekolwiek układy i instalacje samolotu przez Rosjan? (Te wątpliwości były w przeszłości podnoszone wiele razy, ale po katastrofie jakoś zamilkły.)
22.

Czy polscy śledczy przeprowadzili wizję lokalną na miejscu? Czy mieli możliwość przesłuchania okolicznej ludności np. w celu zorientowania się, czy w pobliżu lotniska w czasie lądowania tupolewa działo się cokolwiek podejrzanego (parkował jakiś budzący podejrzenia pojazd, widać było jakąś niezwykłą aktywność itp.)?
23.

Czy została podjęta próba dotarcia do autora wspomnianego filmiku, umieszczonego w Internecie?

Podobnych pytań zebrałoby się zapewne sporo więcej (wyłączając te naiwne lub mało rozsądne). Niestety, zachowanie polskiego rządu sprawia jak najgorsze wrażenie. Samo unikanie słowa „zamach” każe sądzić, że została podjęta polityczna decyzja, aby tego wątku w ogóle w śledztwie nie uwzględniać, a jeśli nawet, to wyłącznie nieoficjalnie, co oznacza, że gdyby miało się okazać, iż Rosjanie odegrali jednak w katastrofie jakąś rolę, to i tak wszystko to zostanie zamiecione pod dywan.

Obawiam się, że lukier rzekomego polsko-rosyjskiego porozumienia ma przykryć wszelkie żądania wyjaśnienia wątpliwości. Bredzenie Radosława Sikorskiego o „emocjonalnym przełomie” we wzajemnych stosunkach pokazuje, jaka jest obowiązująca oficjalnie linia.

Znaleziono w sieci 19.04.2010, 18:43


Do @Oćca:

...wygląda jednak na kolejną nadinterpretację publikatorów. Tym razem popłynął "Wprost", a jego zacytowały życzeniowo liczne serwisy. Dementuję na tę chwilę.

Ptasiek 19.04.2010, 20:07


Odnośnie wklejki z Warzechy dwie uwagi. Dziś oficjalnie prokurator krajowy potwierdził, że nie wyklucza się żadnej wersji przyczyn katastrofy (za TVP1-Wiadomości). I druga: Warzecha się chyba popsuł, to nie jego styl ani logika, przynajmniej w ostatnim tygodniu pisał zupełnie inaczej.

Ptasiek 19.04.2010, 20:11


Ptasku czy Ty zawsze musisz być mądrzejszy od Salomona?


Tekst napisany przez:
Ernesta Skalskiego

"Jeśli się wydarzy coś ważnego, wielkiego i w sposób nieoczekiwany, a zaczniemy się temu przyglądać, badać, dociekać, to będziemy mieli masę bitów, informacji jakoś związanych z tym wydarzeniem. W Salonie 24 na samej górze od wielu godzin znajduje się post Łukasza Warzechy, pod którym zebrało się już ponad czterysta komentarzy. Warzecha, broń Boże, nie oskarża nikogo o zamach na samolot prezydenta. Pyta tylko dlaczego nikt się nawet nie zająknie o takiej możliwości, nie bada również i tego wariantu. Przytacza dwadzieścia trzy pytania, których nikt nie zadał, a które jego zdaniem zadać by należało. Litania robi mocne wrażenie. Chciałoby się uzyskać odpowiedź na wszystkie i zaczyna się człowiek niepokoić; co stoi za tym, że się tych punktów nie bada."

Całość dostępna pod adresem:

http://kajetanskalski.salon24.pl/172820,insynuacje


Tekst ŁUKASZA WARZECHY
http://lukaszwarzecha.salon24.pl/17259 8,zamach-slowo-tabu

Znaleziono w sieci 20.04.2010, 08:51


I po co to paplać bzdety bez pokrycia? Może zaraz się dowiemy, że Putin (dlatego go nie było)rozpalił pod wulkanem na Islandii, żeby nikt, poza Miediwiediewem nie przyfrunął do Polski. Te teorie spiskowe są po prostu poniżej mułu dennego jeziorka w Chotlu.

Alien 20.04.2010, 17:11


@Znaleziony: zobacz sobie kim dla S24 jest Warzecha i daruj sobie.

Ptasiek 20.04.2010, 21:57


Zamieszczam zbiór materiałów i hipotez związanych z katastrofą prezydenckiego samolotu w Smoleńsku. Oczywiście starałem się wyselekcjonować te najbardziej prawdopodobne. W świetle poniższych informacji wina Rosjan jest niemal pewna - pytanie czy było to przypadkowe czy celowe. A jeśli ponoszą przynajmniej część winy to ujawnienie tego byłoby olbrzymim ciosem w wizerunek Rosji - dlatego nie można wykluczyć próby ukrycia takich faktów. I to utwierdza mnie w słuszności zamieszczenia takiego zbioru. Na celowe działanie wskazuje krótki film mogący świadczyć, że z katastrofy ocalało przynajmniej kilka osób.

Film nagrany na miejscu tragedii. Najlepiej słuchać ze słuchawkami. 00:12 Słychać po polsku stanowczym tonem "uspokój się" 00:16 "patrz mu w oczy" 00:21 "uspokój się" 00:29 „ubijać wsiech” 00:44 „uchodit” 00:47 po rosyjsku "dawaj tuda paskuda" 00:48 "dawaj gnata!" 00:50 "ubijaj tuda" 00:53 "żyje" 00:57 strzał 00:59 „nie zabijaj mnie” 01:06 strzał 01:07 śmiechy 01:13 "gdie! na zad! 01:22 strzał. Informacja przekazana przez wiceministra Paszkowskiego pochodziła prawdopodobnie od świadków, którzy jeszcze przed przybyciem służb widzieli kilka osób rannych. Przekazali tę informację później dziennikarzom, a ci dopowiedzieli sobie, że przewieziono ich do szpitala. No bo co się robi z rannymi, jeśli nie przewozi do szpitala? Jeśli teza o ich zastrzeleniu dla ukrycia prawdy jest prawdziwa, to trzeba było usunąć kule z ich ciał i zrobić z nimi coś wskazującego na inną przyczynę śmierci. Minimum, jakie rząd Tuska musi zrobić, to powołanie międzynarodowej komisji ekspertów do wyjaśnienia tej katastrofy oraz natychmiastowe przewiezienie do Warszawy i sekcja zwłok wszystkich ofiar, a przynajmniej tych, które doznały znacznych obrażeń - należy sprawdzić, czy te obrażenia nie zostały dokonane wiele godzin po śmierci, aby ukryć ślady po nabojach. Zamieszczam kilka linków, ponieważ pierwszy filmik został usunięty z youtube.com wraz z całym kontem i to samo może się stać z następnymi.
http://www.elblag24.pl/index.php?m =376&id=384
http://www.youtube.com/watch?v=frgK TW3jm_Y
http://www.youtube.com/watch?v=11LpvGjd 9RU
http://www.youtube.com/watch?v=SHEHSfTdz4w& feature=player_embedded
http://www.dailymotion. pl/video/xcxpvt_first-minutes-after-the-crash-of-t h_news

Strzały podczas katastrofy w Smoleńsku (tempo zwolnione tempo 4x). Od 1:27 do 1:31 widać człowieka wychodzącego z kokpitu. W 4:43 widać z lewej strony samolotu dwie postacie blisko siebie, po czym pada strzał i jedna z nich znika. Widać też innych ludzi, ale w ich przypadku trudniej stwierdzić kim oni są.
http://www.youtube.com/watch?v=QtNSqC3cBQ8 &feature=related

Obszerniejsza analiza, w spowolnieniu ten sam fragment - widać postać padającą na ziemię od 7 minuty 22 sekundy.
http://www.youtube.com/watch?v=XaHFox3 ovoo&feature=fvsr

Ten sam filmik, ale z zaznaczoną lezącą osobą w białym stroju i machającą ręką zapewne do nagrywającego. Postać tą widać od 1:09 filmiku. Jest on dłuższy z powodu powtarzania ciekawszych fragmentów.
http://www.youtube.com/watch?v=PxI Fh3NkEvM

Ten sam filmik w rosyjskiej telewizji. Dźwięk jest w nim już ewidentnie zmanipulowany. Nie słychać strzałów ani krzyków.
http://www.youtube.com/watch?v=TjJX2x SL-sw&feature=player_embedded

Z planu lotu delegacji premiera Tuska (7 kwietnia) wynika, że miał on trwać 70 minut. Tyle samo czasu wyznaczono na lot powrotny. To standardowy czas przelotu na tej trasie. W Centrum Informacyjnym Rządu dowiedzieliśmy się, że w rzeczywistości lot Tuska trwał ok. 80 minut. Samolot prezydenta rozbił się po 93 minutach od startu. Oznacza to, że leciał od 13 minut dłużej niż premier i 23 minuty dłużej, niż się zazwyczaj planuje. Skąd ta różnica? Tym bardziej, że według Adama Bielana o 8:20 prezydent mówił, że lądują za kilkanaście minut.
Wiktor Bater z Polsatu podał, że wiedział o katastrofie już o 8:40 - czyli 16 minut przed oficjalnie podawaną godziną. Czy samolot rozbił się szybciej? To by znaczyło, że Rosjanie potrzebowali około 20 minut na jakieś czynności. Na pewno prokuratura musi przesłuchać dziennikarza Polsatu i innych świadków w tej sprawie.
http://www.youtube.com/watch?v=6ybqL9U uw5Y
http://www.youtube.com/watch?v=_96X6s2eRvI
http://wyborcza.pl/1,105770,7795965,Lot_PLF_10 1_cz__4__Minuty_przed_katastrofa.html

Aleks ander Gurianow z rosyjskiego Stowarzyszenia Memoriał, który był zaproszony na uroczystości, opowiadał „Rzeczpospolitej” o tym, że informacje o problemach samolotu ludzie oczekujący na oficjalnych gości w Katyniu otrzymali bardzo szybko. - Była 10.45 (8:45 czasu polskiego), a więc jeszcze przed katastrofą. Teraz wydaje mi się to dziwne. Skąd ta informacja?
http://fronda.pl/news/czytaj/na_mie jscu_katastrofy_w_smolensku_padaly_strzaly

Prokuratura do dzisiaj nie wie, o której godzinie tak naprawdę rozbił się pod Smoleńskiem Tu-154 M. Jak ustalił "Dziennik Gazeta Prawna", godzina 8.56 nie jest prawdziwa. O tej porze jedynie włączono syreny alarmowe. Katastrofa zatem musiała wydarzyć się wcześniej. Około godziny 8.39 samolot zerwał linię energetyczną przed lotniskiem.
http://www.dziennik.pl/wydarzenia/a rticle593182/Kiedy_naprawde_rozbil_sie_tupolew.htm l

- Biegliśmy. Chcieliśmy wyciągać ofiary, jednak nikogo nie mogliśmy znaleźć - relacjonuje pierwsze chwile po katastrofie ambasador RP w Rosji Jerzy Bahr. - Skierowałem się natychmiast za pierwszym zobaczonym wozem straży pożarnej i dzięki temu znalazłem się na miejscu bardzo, bardzo szybko. Po prostu biegłem przez jakieś tam łąki w tym kierunku, gdzie widać było, że się coś stało - opowiada Bahr. Gdy dotarł na miejsce szczątki samolotu jeszcze się paliły. - Zobaczyłem krajobraz jak po trzęsieniu ziemi - mówi. Nikogo? Czy to możliwe bez wybuchu/wybuchów w kabinie pasażerskiej?
http://wiadomosci.onet.pl/215511 7,28350,wiadomosceu.html

Sławomir Wiśniewski, montażysta TVP był jedną z pierwszych osób, które dotarły na miejsce katastrofy prezydenckiego sam. - Patrzę w mgle i widzę, że idzie samolot bardzo nisko, lewym skrzydłem prawie w dół. I normalnie przez okno usłyszałem taki straszny huk. Widać było jakby coś było niszczone, tratowane. Dwa błyski ognia, ale nie jakaś wielki wybuch jak zwykle się widzi przy katastrofach lotniczych. Wiśniewskiego robił zdjęcia tylko przez chwilę. Potem został wyprowadzony przez służby ratownicze. - Próbowałem uciekać przed funkcjonariuszami, ale jak wpadłem w błoto, to już nie mogłem. Złapali mnie i kazali oddać kasetę – mówił Wiśniewski. Kaseta została uratowana tylko dlatego, że Wiśniewski dał im inną kasetę oraz wyciągnęli mu resztę kaset z plecaka, o czym mówił w TVP INFO.
http://www.tvp.pl/www.tvp.info/informacje /swiat/na-miejscu-byla-potworna-cisza/1642519
< br>Sprawa 3 ciężko rannych. Informacja podana przez wiceministra spraw zagranicznych Paszkowskiego podobna do zupełnie niezwykłej śmierci kobiety uratowanej z samolotu przewożącego ministra USA w 1996 roku podejrzanego o korupcję. Oczywiście może to była plotka, ale przekazano ją wiceministrowi jako wiarygodną - gdyby te osoby żyły mogłyby powiedzieć co się działo na pokładzie tuż przed katastrofą, jeśli był wybuch w środku samolotu ich słowa byłyby niezbitym dowodem na to.

Relacja fotoreportera. Widziałem, jak Rosjanie zabierali fragmenty prezydenckiego samolotu, zanim dotarła tam ekipa śledczych z Polski. Zrobiłem zdjęcie części samolotu, to było prawdopodobnie skrzydło lub ogon, jednak pewności nie mam. To mogła być także jakaś inna część. Ten ogon czy skrzydło, które wcześniej fotografowaliśmy, po około dwóch godzinach zostało uprzątnięte. Nie wiem, co się z tym stało, w każdym razie nie było tego widać z miejsca, z którego wcześniej było fotografowane. To jest dowód, że Rosjanie mataczą.
http://www.naszdziennik.pl/index.php? dat=20100424&typ=po&id=po32.txt

Ekspert od systemów nawigacji satelitarnej: Prezydencki samolot Tu-154M wyposażony był w system TAWS, co oznacza, że powinien bezpiecznie wylądować. Dlaczego, według Pana, tak się nie stało?- Samolot powinien był bezpiecznie wylądować nawet w złych warunkach pogodowych. Jeżeli widoczność w płaszczyźnie horyzontalnej była mniejsza niż 550 m, to panowały przynajmniej warunki ILS CAT-1 - w takiej sytuacji wieża nie powinna była zezwolić na lądowanie. Ponieważ znane są warunki pogodowe, należy wykluczyć wersję o błędzie pilota. Możliwości zasadniczo są dwie: atak elektroniczny z zewnątrz bądź dywersja na pokładzie samego samolotu. W bazie danych systemu TAWS zainstalowanego w Tu-154M mogło nie być kompletnych cyfrowych map okolic Smoleńska, jak sugerują niektórzy eksperci?- Mapy są produkcji amerykańskiej. Żadne miejsca nie były od czasu "zimnej wojny" tak dokładnie sprawdzane i modelowane jak właśnie okolice rosyjskich lotnisk wojskowych, także tych najmniejszych. Ponieważ zaś w Smoleńsku w ciągu ostatnich 50 lat nie było trzęsienia ziemi, prób jądrowych ani działań budowlanych zmieniających całkowicie powierzchnię terenu, więc żaden ekspert nie traktuje tej tezy poważnie.
Czy można udowodnić, gdyby tak się stało, że wskazania urządzeń samolotu prezydenckiego zostały przekłamane?- Wiadomo, że wszelkie niezbędne ku temu informacje znajdują się w czarnych skrzynkach. Umieszczone w nich nośniki elektromagnetyczne można niestety skutecznie zmanipulować. Każdą informację można z nich przegrać, rozkodować, a dysponując odpowiednim sprzętem, wpisać nowe, wiarygodnie wyglądające informacje i nikt nie będzie w stanie tego sprawdzić. Jako dowód w śledztwie z punktu widzenia interesów suwerennego państwa polskiego są one już niewiarygodne.
http://www.naszdziennik.pl/index .php?dat=20100424&typ=my&id=my31.txt

10 najważniejszych pytań o śledztwo
http://www.rp.pl/artykul/466266.html< br>
Według eksperta załoga i pasażerowie prezydenckiego Tu-154 zginęli w chwili uderzenia o ziemię. - Można powiedzieć, że ci ludzie zginęli momentalnie - mówi sekretarz Krajowej Rady Lotnictwa Tomasz Hypki. Tymczasem duży wieniec, jaki miał złożyć w Katyniu Lech Kaczyński został właściwie nienaruszony. Choć znaczenie miało jego umiejscowienie i ciężar to czy ekspert ma jakiekolwiek dowody na potwierdzenie swoich słów poza wersją Rosjan?
http://www.fakt.pl/Ofiary-katastrofy-zg inely-momentalnie,artykuly,69460,1.html
http:// wiadomosci.onet.pl/6608316,,relacjetv.html

Po południu w dniu katastrofy na miejsce wokół wraku przyjechały koparki i ciężarówki, które sprzątają góry śmieci zalegające przy ogrodzeniu lotniska.
http://wiadomosci.onet.pl/2153248,12, smolensk_przepychanki_dziennikarzy_z_milicja,item. html

Zdjęcia z katastrofy, które zrobił świadek, zostały zarekwirowane przez Federalną Służbę Bezpieczeństwa. - Wielu oficerów FSB, którzy ścisłym kordonem otaczają miejsce wypadku, pilnuje, aby nikt, w tym dziennikarze, nie zbliżył się w pobliże roztrzaskanego samolotu - powiedział na antenie TVN24 reporter "Faktów" Andrzej Zaucha.
http://www.tvn24.pl/0,1651564,0,1,samol ot-rozstarzaskany--czesci--plonely-chaos,wiadomosc .html

Polski reporter zobaczył przyjazd wielu rządowych samochodów już w 10 minut po katastrofie.
http://wolnemedia.net/?p=21081

Komórki w niektórych sieciach nagle straciły zasięg.
http://www.naszdziennik.pl/index.php?d at=20100412&typ=tk&id=tk17.txt

W trakcie przesłuchiwania głównego kontrolera lotów informacje uzyskane przez Rosjan, a później przez polskich prokuratorów, w niektórych kwestiach znacznie się różniły. Chodzi o różnicę w liczbie podejść do lądowania i rzekomą nieznajomość rosyjskiego przez pilotów Tu-154M. Jeżeli ktoś jest przesłuchiwany dwa razy i mówi wówczas dwie różne rzeczy, wówczas trzeba przyjąć, że mówi nieprawdę. Tak to należałoby rozpatrywać. My, jako prokuratorzy, opieramy się na zdobytych informacjach i każdy dowód zostaje przez nas poddany późniejszej ocenie. Jeżeli wychodzi nam, że ktoś kłamie, wówczas wyciąga się konsekwencje. Aczkolwiek trzeba pamiętać, że w tym przypadku świadkowie przesłuchiwani są według procedury rosyjskiej, gdyż śledztwo prowadzi prokuratura rosyjska.
http://www.naszdziennik.pl/index.php? typ=tk&dat=20100414&id=tk05.txt

Na zdjęciach, wykonanych kilka godzin po tragedii, wojskowi wymieniają żarówki w naprowadzaczach na pas startowy. Publikujemy zdjęcia, wykonane przed godziną 18:00 przez białoruskiego fotografa i blogera, który był na miejscu zdarzenia. Na fotografiach widać wojskowych, niosących reflektory i kabel, a potem wymieniających lampy w żarówkach naprowadzających na pas startowy. Czy oznacza to, że wymieniany sprzęt był niesprawny? To jedno z pytań, na które - miejmy nadzieję - odpowiedzą polscy śledczy badający przyczyny katastrofy. Zdjęcia otrzymała pocztą elektroniczną polska Fundacja Wolność i Demokracja.
http://www.niezalezna.pl/article/sh ow/id/33027

Zastanawiająca jest informacja świadków mówiąca o krążeniu nad lotniskiem przez około dwie godziny samolotu. Rosjanie mają od kilkudziesięciu lat perfekcyjnie opanowaną sztukę wywoływania deszczu przy pomocy jodku srebra, którego niewielka ilość po rozpyleniu powoduje powstanie niskiej chmury deszczowej.

Samolot z polskimi dziennikarzami wylądował wcześniej, później mgły się zwykle unoszą. Tymczasem świadkowie mówią o gęstej mgle. Zgromadzeni w odległym o kilkanaście kilometrów Katyniu mówią, że w momencie katastrofy nie było mgły, a jedynie chmury. Około 10 było już w rejonie lotniska pogodnie, co pokazywały telewizyjne kamery. Spostrzeżenia naocznych świadków katastrofy z okolic Smoleńska, wziąwszy pod uwagę, iż miała miejsce ( w/g czasu polskiego o 8,56) - w/g czasu moskiewskiego o 10,56. Przetłumaczone z rosyjskiego forum:

Winzard 11:56 - Rano żona jechała autem - mgły nie było żadnej!
Red Angel 11:59 - Właśnie ok. 11-tej mgła zrobiła się nagle gęsta.
http://forum.smolensk.ws/viewtopic.php? f=2&t=48375

Wywołanie mgły nie jest żadnym problemem technicznym. Zwraca uwagę fakt jej nagłe pojawienie się i zniknięcie, oraz fakt że błędne informacje przekazane pilotom z wieży kontrolnej nie miałyby żadnego znaczenia, gdyby piloci dobrze widzieli ziemię.

Na podejściu do pasa startowego nie powinno być tak wysokich drzew - powinny zostać wycięte przez Rosjan.
http://luckybogey.wordpress.com

Dlaczego rzecznik MSZ przekazał mediom informację, że rozbił się prezydencki JAK-40, a nie TU-154? Czy to pomyłka, czy delegacja miała lecieć JAKiem? Wtedy łatwiej byłoby zwalić winę na stary samolot, zresztą pierwsze pytanie redaktora Kuźniara w TVN 24 postawione zostało z tezą, że to wysłużony samolot.
http://patrz.pl/filmy/pierwsze-relacje -o-katastrofie-w-smolensku-tvn24

Orędzie marszałka Komorowskiego po katastrofie w Smoleńsku na stronie tvp.info według informacji na stronie dodano o godzinie 5:57 dnia 10 kwietnia 2010, a więc jeszcze przed katastrofą.
http://img641.imageshack.us/i/komo rra.png

Główne śledztwo prowadzi prokuratura rosyjska. Niezależne postępowanie Prokuratury Wojskowej w Warszawie jest uwarunkowane przez śledztwo rosyjskie. Choć i nasze wnioski zostaną uwzględnione. Rosjanie na bieżąco informują polskich śledczych o postępach w śledztwie.
http://www.se.pl/wydarzenia/opinie/ jestesmy-uzaleznieni-od-rosyjskiego-sledztwa_13627 6.html

Jak przebiegały w Rosji prace ekspertów badających przyczyny katastrofy pod Smoleńskiem? Polski rząd co chwilę wygłasza nowe pochwały pod ich adresem, a szef naszej Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych Edmund Klich mówi o "zmuszaniu go do współpracy z prokuratorami", "braku jakiekolwiek pomocy ze strony rządu" i "chaosie panującym w Rosji". Jest też zdania, że jesteśmy petentem w tym śledztwie. - Tak nie musiało być - przekonuje. Zgodnie z obowiązującą ustawą "Prawo lotnicze" Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych jest komisją "niezależną i stałą", działającą "przy ministrze właściwym do spraw transportu" (art. 17). Prowadzi ona badania wypadków i incydentów lotniczych a "organy administracji publicznej i inne państwowe i samorządowe jednostki organizacyjne (...) są obowiązane do współdziałania z komisją i udzielania jej niezbędnej pomocy (art. 137). Jak twierdzi jednak szef komisji Edmund Klich w Rosji o współdziałaniu i pomocy ze strony polskiej administracji nie było mowy. Klich, już po powrocie z Moskwy, ujawnił, że w Rosji panował wielki bałagan, jego ludzie pracować musieli na własny koszt, a on sam "był zmuszany przez ministra Bogdana Klicha (zbieżność nazwisk przypadkowa - red.) do współpracy z polskim prokuratorami". Z relacji szefa PKBWL wynika, że wojskowi "dokoptowani do cywilnej komisji" nie słuchali go i to on musiał wypełniać ich polecenia.- Nie mieliśmy żadnego wsparcia (w Rosji - red.). Na moją prośbę do ministra Bogdana Klicha, że nie mam jeszcze tłumacza, dostałem odpowiedź: "to co pan robi tam od trzech dni. To pan powinien go sobie załatwić". Dalej pan minister Klich powołując się na swoje rozporządzenie zmuszał mnie wprost do współpracy z polską prokuraturą. Kiedy mówiłem: panie ministrze, ja nie mogę współpracować z prokuraturą bo strona rosyjska ma do mnie pretensje, odpowiadał: "ja tego nie przyjmuję do wiadomości" - opowiada szef komisji. Edmund Klich nie pozostawia także suchej nitki na strategii, jaką nasza administracja przyjęła względem Rosjan. Zasady są jasne. Projekt raportu (o przyczynach katastrofy) przygotowuje strona rosyjska, a my mamy 60 dni na odpowiedź i to wszystko. Oni mogą te nasze uwagi uznać, albo nie - zaznacza. Według Klicha takiej sytuacji można było uniknąć. W punkcie 5.1 załącznika 13 do Konwencji Chicagowskiej (który to załącznik dotyczy kwestii "badania wypadków i incydentów lotniczych") mowa jest o tym, że wprawdzie badanie okoliczności wypadku prowadzi państwo, na którego terytorium miało miejsce zdarzenie ("i ponosi odpowiedzialność za prowadzenie takiego badania") to "może ono jednak przekazać, w całości lub w części, prowadzenie badania innemu państwu na podstawie dwustronnej umowy i ugody". Właśnie taką ugodę trzeba było wypracować - zdaniem Klicha - ze stroną rosyjską.- Ja wiem jaki jest tego wszystkiego cel i kto robi larum - dodaje szef PKBWL. - Ludzie, którzy są odpowiedzialni za tę katastrofę chcą zwalić wszystko na pilotów. A oni są tymi, którzy na końcu łańcucha zbierają błędy wszystkich. Błąd tkwi bowiem w systemie. Lotnictwo państwowe jest w permanentnym kryzysie - ocenia kategorycznie szef PKBWL. Jego zdaniem katastrofa CASY nie nauczyła tych, którzy mogli naprawić system, niczego.- Tamten wypadek, ale też wypadki Bryzy, Mi-24, Kanii to były wszystko wypadki systemowe. Nie naprawiono systemu po CASIE. Wprowadzono zalecenia, których wykonanie jest fikcją - podkreśla.
http://www.tvn24.pl/0,1653371,0,1,z muszano-mnie-do-wspolpracy-z-prokuratura,wiadomosc .html

Na wieży kontroli lotów powinni być polscy eksperci i służby, patrzeć Rosjanom na ręce. Rząd Tuska nie powinien na tym oszczędzać.

Gdyby w Polsce rozbił się samolot prezydentem innego kraju, to po kilku godzinach przyleciałyby i przejęły kontrolę służby tego kraju aż nie odszukaliby ciał ofiar i wszystkich dokumentów i ważnych elementów samolotu (aparatura do nawigacji, łączności, książki kodowe, kody dostępu, itp.). Tymczasem Polska lekkomyślnie zdała się w pełni na Rosję.

Igor i Oleg – pracownicy znajdującego się zaledwie kilkaset metrów od miejsca wypadku serwisu samochodowego KIA – znowu wspominają dzień katastrofy. W ciągu ostatnich kilkunastu dni czuli się trochę jak bohaterowie, bo los chciał, że w tamtą pechową sobotę wyszli zapalić akurat w chwili, gdy tupolew Lecha Kaczyńskiego spadał na ziemię.– Był przekrzywiony na lewe skrzydło, leciał bardzo nisko, a silnik strasznie wył, takimi jakby zrywami. Potem zniknął za drzewami i na krótką chwilę wybuchł pożar, gdzieś na pięć pięter wysoki – przerywają sobie nawzajem. Ten opis pasuje do wybuchu, a nie pożaru.
http://www.rp.pl/artykul/2,466267_Co_d zis_widzialam__pod_Smolenskiem.html

Relacje świadków katastrofy, w tym dzieci przetłumaczone na język angielski.
http://www.youtube.com/watch?v=8OytA QFCkFs&feature=player_embedded

Wrak samolotu. Widać kilka poszczególnych części samolotu, które można by było policzyć na palcach obu rąk. Było to może 10%, maksymalnie 15% kadłuba samolotu. Gdzie się podziała reszta szczątków tej potężnej maszyny? Jest to 55 tonowy samolot o powierzchni nośnej ponad 200 m2, zabierający max 160 pasażerów. Jedyny większy kawałek skrzydła widoczny na filmach ma jakieś 3-4 m2. Do tego fragment dziobu samolotu. A gdzie reszta? Już na pierwszy rzut oka widać było, że cały kadłub został dosłownie rozerwany na strzępy, w drobny mak - jego tam po prostu nie było! Co spowodowało takie uszkodzenia? Czy aby na pewno był to wybuch paliwa lotniczego? Świadkowie naoczni, pracownicy bazy i mieszkańcy potwierdzają, że samolot skręcał na bardzo niskiej wysokości, zahaczając niemalże o samochody jadące lokalną drogą. Kierowcy i przechodnie widzieli upadek oraz wybuch i pożar. Niektórzy twierdzą, że wybuch miał miejsce zanim maszyna rozbiła się o ziemię. Jak na sprawę nie patrzeć, Tupolew 154 jest konstrukcją typu nie gniotsa, nie łamiotsa. Prędkość przy lądowaniu jest znikoma, rzędu 200 km/h (i stąd wynika niebezpieczny brak manewrowości) i trudno przy takiej prędkości wytłumaczyć wrak w kawałkach. Wbrew wyobrażeniom samolot to nie jest latająca bomba, która przy uderzeniu wybucha. Więcej - paliwo lotnicze pali się jak każde inne, a wybucha tylko starannie zmieszane z tlenem. Jak zatem wytłumaczyć wybuch? Nijak. Przy tej prędkości wrak samolotu powinien być w jednym kawałku. Dodatkowo trzeba uwzględnić, że - zgodnie z oficjalną wersją oraz relacjami świadków - prezydencki tutek zahaczał o drzewa, więc spadł efektywnie z wysokości ok 20 m. Cały impet uderzenia pochodził zatem od ruchu w poziomie, przy minimalnej prędkości. Co wywołało eksplozję? Nie wiadomo. Rzadki zagajnik, w którym leżą szczątki, właściwie nie powinien być nawet przeszkodą przy szczęśliwym lądowaniu w lini prostej. Znane są przypadki awaryjnych lądowań Tu-154 na polach. Tu-154 ma konstrukcję konia roboczego i dlatego z lubością jest używany w wersji transportowej przez różnej maści mafie. Potrafi wylądować bezpiecznie (i wystartować) w metrowym śniegu oraz na polnej drodze. Nie ma lepszego samolotu dla przemytników. Skoro tak, dlaczego nie mógł położyć się na zagajniku? Bo pilot najwyraźniej będąc tuż nad ziemią, zorientował się, że pas lotniska jest z boku i do niego już nie zdążył dolecieć. Jeszcze raz: maszyna spadła przed pasem startowym, a nie za nim, jak by należało oczekiwać przy nieudanym podchodzeniu. Pilot celował w niewłaściwe miejsce na mapie. Czy był pijany, czy przyrządy wskazywały mu niewłaściwe położenie?
http://blogmedia24.pl/node/27550
Oto zeznanie naocznego świadka, który mówi, iż widział samolot, z którym dzieje się coś poważnego. Potem świadek ten usłyszał w oddali wielki hałas „jakby wybuchła bomba”.
http://wp.tv/i,Swiatek-katastrofy-pol skiego-samolotu,mid,549061,klip.html

Paliwo czy to ropa czy benzyna nie eksploduje tak łatwo jak byśmy tego chcieli a jeśli już to siła eksplozji nawet znacznej ilości paliwa nie jest zbyt silna. Wielkiego pożaru nie było! Dodatkowo sama eksplozja jak twierdzą domniemani świadkowie była niejako krótkim błyskiem a tymczasem: paliwo eksplodując spala się dużo wolniej niż materiały wybuchowe dodatkowo mamy wtedy bardzo efektowną kulę ognia i gęsty czarny dym tak dopala się pozostała część paliwa która nie zdążyła wymieszać się z powietrzem. Nie bez przyczyny podczas kręcenia filmów stosuje się dodatkowo jakieś paliwo płynne. Nikt nie widział kuli ognia ani dymu. Ponoć był tylko szybki błysk i silna eksplozja co sugeruje użycie silniejszych materiałów wybuchowych gdzie prędkość detonacji dochodzi do 7000m/s co by tłumaczyło spory rozsiew kawałków samolotu i sporą fragmentację zwłok.

Ilość eksplozji. Niektórzy świadkowie mówią, iż słyszeli kilka odgłosów detonacji, inni wspominali o dwóch takich odgłosach. Dyrektor departamentu wschodniego MSZ nie słyszał eksplozji, jednocześnie wiedząc o tragicznym wypadku. W takim razie czy eksplozje te były wcześniej, w powietrzu, kiedy samolot był w pewnym oddaleniu od lotniska? Szczątki o małej wielkości są rozsypane po szerokim na co najmniej kilometr pasie. Skoro maszyna rozbiła się na ziemi, to co robią te szczątki na tak dużym obszarze? Wygląda na to, że maszyna rozbiła się już w powietrzu, zaś na ziemie spadały pojedyncze szczątki.
http://astral-projection.blog.onet.p l/2,ID404487538,index.html

Podejrzany jest stan ciał. Tylko 14 ciał udało się zidentyfikować bezpośrednio, przez rodziny ofiar. Na chwilę obecną media podają, iż w wypadku innych ciał potrzebne będą testy DNA. Wczoraj podano informację, iż niektóre ciała były rozczłonkowane. Na uwagę zwraca też inny fakt. Otóż pan Prezydent i pani Prezydentowa siedzieli obok siebie w momencie lądowania. Procedury zabraniają wychodzenia do toalety w czasie lądowania. Dlaczego więc ciało Prezydenta zidentyfikowano od razu, zaś ciało Pierwszej Damy rozpoznano dopiero po szczegółach typu obrączka ślubna? Przecież siedzieli obok siebie, a z tego, co głosi wersja kreowana przez media, na pokładzie nie doszło wybuchu bomby, który mógłby poczynić takie różnice? Dlaczego nie dokonano sekcji zwłok, która jednoznacznie ustaliłaby zamach. Gaz, związki chemiczne po wybu